sobota, 28 lutego 2015

Ładny mat cały dzień, czyli Avene Cleanance Expert oraz przypomnienie o rozdaniu

Zacznę jak zwykle od przypomnienia o rozdaniu z okazji Dnia Kobiet (ROZDANIE).

Dzisiaj recenzja bardzo przyjemnego kremu od firmy Avene, a mianowicie kremu przeciw niedoskonałością Avene Cleanance Expert.

Kremik prezentuje się tak:



Kupiłam go razem z kilkoma miniaturkami podczas robienia jakiś większych zakupów w aptece internetowej. Czekał na swoją kolej, która nastąpiła około miesiąca temu.

Zacznę od tego co możemy wyczytać na pudełku oraz na stronie producenta:

Działanie antybakteryjne i przeciwzapalne:  DiolénylTM* - opatentowana innowacja  laboratoriów naukowych PIERRE FABRE ;  potrójne, ukierunkowane działanie, aby ograniczać ryzyko namnażania się bakterii P.acnes( klinicznie udowodnione działania in vitro); zmniejsza  zaczerwienienie skóry, eliminuje krosty;
- Złuszczające:  X-PressinTM*- zmniejszać ilość zaskórników i wygładza powierzchnię skóry;
- Matuje: Monolaurynian * reguluje nadmierne wydzielanie sebum.
* zgłoszenie patentowe
Cleanance EXPERT to lekka emulsja, łatwa w aplikacji. Szybko się wchłania, pozostawia uczucie nawilżonej, matowej skóry. Idealna baza pod makijaż.

Ile z tych obietnic jest prawdą? Pewnie niektórych zaskoczę, ale w wypadku tego kremu i mojej skóry zostały spełnione wszystkie obietnice producenta. Zaskórników jest zdecydowanie mniej, skóra nie jest zaczerwieniona. Pryszcze się nie pojawiają. A przede wszystkim to absolutnie najlepiej matujący krem jakiego kiedykolwiek używałam. Testowałam ten krem użyty sam, z serum nawilżającym Bielendy pod krem, z różnymi podkładami na krem. Zarówno w cieple jak i w chłodzie mat uzyskany dzięki temu kremowi  trzymał się cały dzień. Przy tym jest to taki ładny mat w kierunku satyny, a nie takiego bardzo "płaskiego" matowienia jak to robią niektóre kremy, a godzinę później twarz się koszmarnie błyszczy. Kolejną sprawą jest to, że krem nie wysusza jak to robi bardzo wiele kosmetyków matujących. Raczej delikatnie nawilża, jednak dla osób z bardziej suchą skórą może to być nie wystarczające.

Dla mnie to strzał w dziesiątkę i na pewno będę do tego kremu wracać.



piątek, 27 lutego 2015

Dlaczego kremy nie działają oraz przypomnienie o rozdaniu

Na początku ponownie przypominam o rozdaniu na Dzień Kobiet (ROZDANIE). Myślę, że jeśli będzie ponad 75 osób biorących udział to dorzucę jakąś pomadkę i pozwolę szczęśliwej zwyciężczyni samej wybrać kolor :-).



Bardzo często zdarza się, że kupujemy jakiś kosmetyk i oczekujemy, że nasza skóra nagle będzie wyglądała jak ta u modelek w reklamach. Po pierwsze, taka cera to najczęściej efekt Photoshopa (zobaczcie ostatnie zdjęcia Beyonce), a po drugie musimy też pamiętać, że nie każdy kosmetyk u każdego zadziała tak samo, bo to jest zależne od bardzo wielu czynników.

Przede wszystkim są ważne jest określenie posiadanego przez nas typu cery. Jeśli mamy wątpliwości to warto odwiedzić kosmetyczkę, dermatologa labo skorzystać z bezpłatnego badania typu cery jakie są organizowane w różnych drogeriach, aptekach czy też centrach handlowych. Jak już mamy odpowiedź na temat swojego typu cery to możemy zacząć dobierać do niej krem.

I tu najczęściej pojawia się problem- albo wybieramy krem nieodpowiedni dla naszej cery albo mamy wobec niego zbyt wysokie oczekiwania. Problem z wyborem dość łatwo skorygować, gorzej jest jeśli chodzi o nasze oczekiwania. Najważniejsza rzecz, o której musimy pamiętać- żaden krem nie zmieni nam typu cery. Przede wszystkim kremy czy sera mają nam pomóc doraźnie, czyli mogą delikatnie zwęzić pory, rozjaśnić przebarwienia czy też nawilżyć. Mowa tu oczywiście o kosmetykach dostępnych bez recepty, bo kremy czy maści lecznicze to zupełnie inna bajka. Kremy drogeryjne, perfumeryjne czy nawet apteczne bez recepty nie usuną blizn czy przebarwień, bo po prostu nie mają takiej mocy. I tak naprawdę to całe szczęście, że tak jest, bo wiele kobiet mogłoby sobie zrobić sporą krzywdę, gdyby w takiej sytuacji wybrały nieodpowiedni preparat dla siebie.

Kolejną sprawą jest pozostała pielęgnacja, którą stosujemy. Oznacza to, że jeśli generalnie nie dbamy o skórę, bo na przykład nie zmywamy makijażu przed snem albo nie złuszczamy skóry regularnie, nie wspominając już o jej regularnym odżywianiu w postaci maseczek to nie mamy co liczyć na cuda ze strony kremu. Tak samo ważna jest dieta i nasz tryb życia.

Przed kolejną wyprawą po cudowny krem warto zrobić rachunek sumienia i zastanowić się czy robimy wszystko, aby ten krem mógł rzeczywiście zadziałać.

Powodzenia w szukaniu kosmetyku idealnego :-)!

Zachodzące słońce, czyli Sleek Sunset oraz przypomnienie o rozdaniu

Zacznę od przypomnienia o rozdaniu z okazji Dnia Kobiet (ROZDANIE).

Dzisiaj jedna z moich ulubionych palet Sleeka, czyli Sunset. Niestety nie będzie z nazwami cienie, bo mam wersję bez pudełka i bez folii z nazwami.

Zacznę od tego, że paletkę tylko zobaczyłam i od razu chciałam ją mieć, gdyż są w niej kolory, które bardzo lubię.

Wygląda ona tak:



A tak prezentują się swatche:



Paletka ma jedenaście cieni perłowych oraz matową czerń. Wszystkie kolory są bardzo dobrze napigmentowane i świetnie się z nimi pracuje. W palecie mamy soczystą, bardzo intensywną pomarańcz, żółty wpadający w złote tony oraz bardzo intensywny błękit. Pozostałe kolory to odcienie bordo, różu, miedzi, delikatnego złota. Dokładnie takie z jakimi może kojarzyć się zachód słońca. Dla niektórych może to być zarzut, że kolory dość podobne do siebie, ale ja właśnie czegoś takiego szukałam. Dla mnie dużym atutem jest to, że kolory raczej wpadają w róż niż w brąz, jak to się bardzo często zdarza w tego typu paletach.

Jak już napisałam, to jedna z moich ulubionych palet i chyba obecnie najczęściej wykorzystywana.

czwartek, 26 lutego 2015

Wybawienie dla mojej skóry głowy oraz przypomnienie o rozdaniu

Zacznę od przypomnienia o rozdaniu z okazji Dnia Kobiet (ROZDANIE).

Dzisiaj będzie o szamponie, który w końcu pomógł mojej bardzo wrażliwej skórze głowy.

Moja skóra na głowie mnie nie lubi. P prostu. Podrażnia ją praktycznie każdy szampon, łącznie z tymi bardzo delikatnymi dla dzieci lub dla osób z problemami skórnymi. W okresie zimowym, kiedy powietrze jest bardziej suche, na mojej głowie dzieje się masakra. Swędzi, piecze, łuszczy się, a w niektórych miejscach wręcz tworzą się ranki. Nasila się to po spożyciu rzeczy z cukrem lub zbożowych, więc staram się ich unikać. Nawet apteczne specyfiki pomagają na krótko.

Na szampon ze Starej Mydlarni trafiłam przypadkiem w Drogerii Natura. Wygląda on tak:



Jak widać na pierwszym zdjęciu szampon jest wolny od różnych paskudztw typu SLS. Detergentem w tym wypadku jest Disodium Lauryl Sulfosuccinate, który jest znacznie łagodniejszy dla skóry głowy. U mnie przynajmniej spowodował, że skóra jest ukojona, a włosy nie przetłuszczają się tak szybko.

Szampon ma postać żelu, co wpływa na jego bardzo dużą wydajność. Przez mniej więcej dwa miesiące, myjąc głowę co drugi dzień zużyłam niecałe pół butelki, a i mój Mąż z niego też korzystał. Kolejny atut to bardzo przyjemny zapach.

Wadą na pewno jest dostępność tego szamponu, bo widziałam go tylko w Drogerii Natura oraz na stronie Starej Mydlarni.

Polecam osobom, które mają tendencję do podrażnionej skóry głowy. Naprawdę warto.

Z wizytą w Londynie, czyli Sleek Original oraz przypomnienie o rozdaniu

Zacznę od przypomnienia o rozdaniu na Dzień Kobiet (ROZDANIE).

Dzisiaj będzie o kolejnej, bardzo udanej palecie firmy Sleek, czyli Original. Jest to jedna z pierwszych palet tej firmy, którą kupiłam i to ona zachęciła mnie do kupna kolejnych.

A wygląda ona tak:




Tak prezentują się swatche:


Zaczynamy od Black Cab, czyli mocnej, matowej czerni. Pozostałe cienie mają perłowe wykończenia. Wszystkie są bardzo dobrze napigmentowane. Po czerni jest piękny fiolet o nazwie Royal. Następnie granatowy London Rain. The Thames ma piękny, błękitny odcień. E10 to kolor najczęściej określany jako morski. Hyde Park to soczysta, trawiasta zieleń, chociaż na swatchu tego nie widać.

Dolny rząd rozpoczyna żółciutki Cream Tea. Następne są dwa odcienie różu, ciemniejszy i jaśniejszy, czyli London Eye oraz Big Ben. Penny Farthing to mieniąca się miedź. Stare złoto to kolor cienia o nazwie Sterling. Na końcu mamy oliwkowy Banksy.

Wszystkie cienie są bardzo dobrej jakości i łatwo się aplikuje oraz łączy na powiece. Jak już pisałam, bardzo lubię tą paletę, przede wszystkim ze względu na dość dużą uniwersalność. Najbardziej przypadły mi do gustu dwa odcienie różu oraz miedziany cień.

Paletka zdecydowanie godna polecenia.

środa, 25 lutego 2015

Zdjęcia z wakacji, czyli Sleek Snapshot oraz przypomnienie o rozdaniu

Zacznę od przypomnienia o rozdaniu z okazji Dnia Kobiet (ROZDANIE).

Dzisiaj wesoła i kolorowa paletka Snapshot, która dość niespodziewanie stała się jedną z ulubionych.

Wygląda ona tak:




A tak prezentują się swatche:



Zaczynamy od matowej mięty o nazwie Summer Breeze. Pigmentacja nawet dość przyzwoita, ale raczej delikatna. Kolejny cień to Martini o kolorze ecru i perłowym wykończeniu. Kiwi Flower to trawiasta zieleń o perłowym wykończeniu. Lotus Flower to również perłowy cień o pięknym kolorze bzu. Humming Bird to to intensywna, chłodna perłowa zieleń. Rząd ten kończy mocny akcent w postaci perłowej pomarańczy Tequila Sunrise.

Dolny rząd rozpoczyna raczej ciemny, matowy beż o nazwie Sand Walker. Idealnie sprawdza się jako baza. Walked Ashore to cień satynowy o beżowo-pomarańczowym kolorze. Sunset to piękne perłowe bordo. Green Iguana jest perłową, szmaragdową zielenią. Następnie są dwa maty: ciemny fiolet Purple Haze oraz ciemny róż Magenta Madness.

Paletka rzeczywiście przywodzi na myśl wakacje, kolorowe drinki. Brakuje w niej tylko jakiegoś niebieskiego akcentu. Mnie najbardziej podobają się cienie Lotus Flower oraz Sunset, ale pozostałe też są świetne. Polecam!

wtorek, 24 lutego 2015

Kolejne KWC od Bielendy oraz przypomnienie o rozdaniu

Zacznę od przypomnienia o rozdaniu z okazji Dnia Kobiet (ROZDANIE).

Dzisiaj będzie o kosmetyku, który mnie oczarował w ciągu ostatniego miesiąca. Jest nim olejek do twarzy firmy Bielenda, wersja nawilżająca.

Wygląda on tak:


Jeśli ktoś już czytał jakieś posty na moim blogu to wie, że testowałam również inny olejek z tej serii, a mianowicie wersję ograniczającą wydzielanie sebum (RECENZJA). Tamten olejek miałam wrażenie, że mnie trochę wysuszył, więc postanowiłam sprawdzić wersję nawilżającą.

Olejek zamknięty jest w szklanej buteleczce z pipetką, którą można odmierzyć kilka kropli i się nie ubrudzić. Jedyną wadą jest, że butelka jest przezroczysta, a chyba przy olejkach to powinna być z ciemnego szkła. Specjalistką nie jestem, więc nie będę się tutaj upierać.

Wersja nawilżająca wzbogacona została o kwas hialuronowy, znany ze swoich nawilżających i zatrzymujących wodę w skórze właściwości. Olejek też bardzo ładnie pachnie (przynajmniej dla mnie).

Najważniejsza sprawa, czyli działanie. Moim zdaniem jest bardzo dobre. Ja stosuję olejek albo solo albo pod krem nawilżający i rano mam naprawdę ładną wypoczętą skórę. Koloryt jest ładnie wyrównany, pory zwężone, a suche miejsca nawilżone. Należy tylko pamiętać, żeby zaaplikować dosłownie kilka kropli i dobrze go wmasować, bo inaczej to rzeczywiście można mieć dość nieprzyjemne uczucie na twarzy. Przy systematycznym używaniu tego olejku zauważyłam, że podkłady się lepiej rozprowadzają i nie podkreślają suchych skórek, a przynajmniej zostało to znacznie zminimalizowane. Olejek też nie zapycha porów skóry.

Nie wiem czy sprawdzi się przy bardzo suchej skórze. Przy mojej dość przesuszonej, jednak z tendencją do przetłuszczania się sprawdza się idealnie i znacznie ograniczył świecenie się twarzy w ciągu dnia.

Kolejny produkt firmy Bielenda, który mogę z czystym sumieniem polecić!

Kolejny hit blogerek i vlogerek, czyli Sleek Oh so special oraz przypomnienie o rozdaniu

Zacznę od przypomnienia o rozdaniu z okazji Dnia Kobiet (ROZDANIE).

Dzisiaj kolejna paletka, która robi furorę wśród blogerek i vlogerek, czyli Sleek Oh so special. Ta paletka ma więcej różowych tonów niż Sleek Au naturel. Zresztą najlepiej pokażą to zdjęcia:




A oto swatche:


Pierwszy w kolejności to beżowy mat o nazwie Bow i bardzo kiepskiej pigmentacji. U mnie całkowicie wtopił się w skórę, więc sprawdza się jako baza. Kolejna jest perłowa, różowawa Organza o całkiem niezłej pigmentacji. Matowy, różowy Ribbon to również całkiem dobry cień. Gift Basket to perłowy brąz o lekko różowych tonach i dobrym napigmentowaniu. Glitz to mocny, perłowy niebieski. Ostatni w tym rzędzie Celebrate to perłowy, ciemny fiolet o lekko brązwoych tonach.

Dolny rząd rozpoczyna się od matowego, jasnego różu o nazwie Pamper i raczej kiepskiej pigmentacji. Jasny, perłowy róż Gateau jest zdecydowanie lepszy. Kolejny ciemnobeżowy mat The Mail też jest całkiem dobry. Boxed i Wrapped up to dwa dość podobne do siebie, ciemne brązy o matowym wykończeniu i dobrej pigmentacji. Paletkę zamyka matowa czerń Noir.

Paletka fajna zarówno solo, jak i jako uzupełnienie do innych palet. Dużym plusem jest dodanie koloru niebieskiego oraz fioletowego, bo mogą fajnie ożywić makijaż oka. Ja jestem z niej zadowolona.

poniedziałek, 23 lutego 2015

ROZDANIE NA DZIEŃ KOBIET!!! AKTUALIZACJA

Już niedługo czeka nas całkiem miłe święto jakim jest Dzień Kobiet i z tej okazji postanowiłam zorganizować rozdanie. Do wygrania są trzy kosmetyki firmy Yves Rocher: nawilżający krem na dzień dla skóry normalnej i mieszanej, rozświetlający podkład w kolorze Beige 200 oraz żel pod prysznic z limitowanej serii "Czerwone owoce".

Nagrody widoczne są na zdjęciu:


AKTUALIZACJA!!! Jeśli liczba osób biorących udział w rozdaniu przekroczy 75 to do tego zestawu dorzucam szminkę YR w rodzaju i kolorze wybranym przez zwycięzcę rozdania :-).
A oto zasady:

1.Publiczne obserwowanie mojego bloga.
2.Polubienie mojego profilu na Facebooku profil
3.Umieścić link/banner do tego rozdania na swoim blogu/profilu na Facebooku
4.Mieć ukończone 18 lat bądź zgodę rodziców
5.Konkurs trwa od 23-02-2015 do 07-03-2015 do godziny 23:59
6. Wyniki ogłoszę do 10-03-2015 na swoim blogu oraz na profilu na Facebooku
7.Nagrody wysyłam tylko na terenie Polski.
8. Wybór zwycięzcy odbędzie się przez losowanie. Jeśli dana osoba nie zgłosi się do mnie w ciągu 7 dni od ogłoszenia wyników losuję kolejną osobę.
9.Zgłoszenia proszę zamieszczać w komentarzach pod tym postem.

Wzór zgłoszenia:

Obserwuję jako:
Lubię jako:
E-mail:
Baner/informacja o rozdaniu:

Życzę powodzenia!

Rockowo i drapieżnie, czyli paleta Sleek Bad Girl

Jakiś czas temu recenzowałam słodką i dziewczęcą paletę Good Girl (RECENZJA), a teraz przyszła pora na drapieżną i mocną paletę Bad Girl.

Prezentuje się ona tak:




A oto swatche:



Jak widać ta paleta to totalne przeciwieństwo Good Girl. Jest ciemna i o bardzo mocnych kolorach.

Zaczynamy delikatnie od białego, perłowego Innocence. Bardzo dobry cień do rozświetlania wewnętrznych kącików oczu. Kolejny Gullible to również perła o różowawym odcieniu i troszkę słabszej pigmentacji. Blade oraz Gun Metal to jaśniejszy i ciemniejszy odcień stali, o bardziej metalicznym wykończeniu i dobrej pigmentacji. Underground to fajna perłowa czerń o świetnej pigmentacji. Sleek najczęściej czerń ma wersji matowej, jak w kolejnym cieniu o nazwie Noir. Takiej perłowej wersji jaką jest Underground trochę mi brakowało.

Dolny rząd rozpoczyna się perłowym, ciemnozielonym Intoxicated. Dobra pigmentacja, choć zadziwiająco suchy w dotyku jak na cień o takim wykończeniu. Kolejny cień to bardzo ciemna, prawie czarna zieleń o nazwie Envy. Cień perłowy, ale również dość suchy. Kolejne dwa cienie to dwa granaty Obnoxius oraz Abyss. Te cienie mają wykończenie satynowe. Twilight oraz Rebel to dwa odcienie fioletu. Pierwszy jest satynowy, a drugi matowy i ma lekką domieszkę brązu.

Paleta dla osób, które lubią mocny, zdecydowany makijaż. Jeśli ktoś źle się czuje w mocnych kolor, to szkoda w nią inwestować. Jedyne co mnie dziwi to taka suchość błyszczących cieni, bo z reguły u Sleeka są one raczej kremowe w dotyku. Mnie z tej palety najbardziej przypadły do gustu odcienie granatu oraz fioletu.

niedziela, 22 lutego 2015

Perłowa burza, czyli Sleek Storm

Dzisiaj recenzja kolejne bardzo lubianej na blogach i vlogach palety Sleeka, czyli Storm. Dla mnie też jest to jedna z ulubionych palet Sleeka.

Wygląda ona tak:



A oto swatche:


Nie wiem czemu nie zgrywa mi się zdjęcie samych cieni, bez folii, no ale trudno.

Paleta ma dość dużo ładnych, jasnych odcieni. Górny rząd rozpoczyna się piaskową perłą o nazwie Sand Storm. Ładna pigmentacja i rewelacyjny jasnozłoty odcień. Snow Storm to również perłowy cień o platynowym odcieniu. Calm before the storm to beżowy, naturalny mat o dość umiarkowanej pigmentacji. Następny Thunder Storm to kolejna perła o złotym odcieniu. Perfect Storm to również perłowy cień w kolorze bardzo delikatnego różu. Firestorm to jeden z takich kolorów, które bardzo lubię-bardzo ciemny róż o perłowym wykończeniu.

Dolny rząd rozpoczyna Dust Storm w kolorze średniego brązu. Ten cień ma także perłowe wykończenie. Gathering Storm ma kolor niebieski wpadający w stalowy oraz perłowe wykończenie. Storm Cloud to piękna, perłowa, ciemna zieleń. Eletric Storm to lekko opalizujący niebieski. Na samym końcu mamy dwa matowe cienie, brązowy Eye of the Storm oraz czarny Blackout. Obydwa mają bardzo dobrą pigmentację.

Bardzo polecam tą paletkę, przede wszystkim ze względu na jakość cieni oraz na sporą ilość zarówno naturalnie wtapiających się w skórę odcieni, jak i kolorów typu niebieski czy zieleń.

sobota, 21 lutego 2015

Jasne lepsze niż ciemne? Sleek Ultra Mattes V1 Brights

Jasne maty, czyli słabość Sleeka w prawie wszystkich testowanych przeze mnie paletach. Czy paleta złożona z samych jasnych matów okaże się lepsza niż pojedyncze cienie z innych palet? Kupiłam paletę V1 Brights ze zwykłej ciekawości, jak będą się te kolory prezentowały.

Zacznę tradycyjnie od zdjęć:




A oto swatche:

Jak widać kolory są w większości dość intensywne i żywe. Opisze je po kolei.

Na początku pierwszego rzędu znajduje się miętowy cień o nazwie Chill. Bardzo delikatny, trzeba się naprawdę solidnie napracować, żeby coś było widać. Ciemnoróżowy Pout jest znacznie lepszy (generalnie zauważyłam, że cienie z dodatkiem czerwonawego pigmentu są lepsze niż inne). Sugarlite to ładnie napigmentowany średni fiolet. Zielony Dragon Fly ma ładny kolor, ale z pigmentacją trochę gorzej. Pucker to fajny, intensywny róż, ale też trzeba z nim trochę machania pędzlem. Ostatni w rzędzie jest żółciutki Bamm!, który jest świetnie napigmentowany, ale trochę pyli.

Dolny rząd rozpoczyna całkiem dobry kolorystycznie zielony Cricket.. Zaraz za nim kolejny dobry cień- błękitny Bolt. Intensywnie pomarańczowy Strike również jest dobry jakościowo. Cukierkowy Floss pyli, ale ma niezłą pigmentację i dobrze się z nim pracuje. Szary Crete i biały Pow! są jak dla mnie dość śrdniej jakości, aczkolwiek do rozcierania się nadają.

Jasne maty to dość fajna paletka, ale raczej na wiosnę/lato. Uważam, że warto zakupić tą paletkę w komplecie z wersją ciemną. U mnie takie połączenie sprawdza się najlepiej i daje najwięcej możliwości, chociaż zarówno jasne i ciemne maty można stosować solo. Jedyną wadą dla mnie jest to, że matowe cienie są dość suche, ale zawsze można aplikować je na mokro.

Czy pudrem można umyć twarz?

Razem z ShinyBox z października 2014 otrzymałam puder do mycia twarzy firmy Yasumi. Jako, że musiałam najpierw wykorzystać swoje olejki do mycia i dopiero wypróbować ten puder to recenzja pojawia się dopiero teraz.

Puder prezentuje się tak:



Opakowanie ma 50 ml, więc jest raczej małe i bardzo lekkie. Brak na nim opisanego składu, co może przeszkadzać wielu osobom w tym mnie, bo lubię wiedzieć czego używam.

Jeśli chodzi o stosowanie i działanie to zwilżamy twarz i dłonie, nasypujemy na nie trochę tego pudru i pocieramy aż wytworzy się piana, a następnie aplikujemy na twarz. Puder dobrze zmywa wszystkie zanieczyszczenia i resztki makijażu. Jest to jednak kosmetyk raczej do sporadycznego stosowania, bo bardzo mocno wysusza. Absolutnie nie polecam stosowania dwa razy dziennie. Raz dziennie jeszcze jakoś moja skóra zniosła, ale jak zachęcona dobrym rezultatem, czyli pozbycie się zanieczyszczeń i zwężeniem porów, przez kilka dni stosowałam puder dwa razy dziennie to bardzo przesuszył mi skórę.

Pomysł fajny, na pewno super rozwiązanie dla osób, które sporo podróżują i nie mają za dużo miejsca w bagażu. Ja pozostanę przy sporadycznym używaniu, zwłaszcza w okresie zimowym.

piątek, 20 lutego 2015

Moje KWC- paletka do konturowania Sleek

Paletki do konturowania, w których mamy bronzer, rozświetlacz i róż to świetny wynalazek, bo nie trzeba kupować trzech osobnych kosmetyków, które zajmują sporo miejsca w kosmetyczce. Poza tym kolory są z reguły idealnie do siebie dobrane i nie trzeba za bardzo kombinować.

Jakiś czas temu w oko wpadła mi paletka do konturowania firmy Sleek w odcieniu Fair (najjaśniejszym). Wygląda ona tak:


A tak prezentują się swatche z tej paletki:


Wydają się może dość ciemne jak na odcień Fair, ale na skórze wygląda to dużo lepiej. Bronzer ma ładny, jasny odcień, co prawda niestety z niewielką domieszką pomarańczu, ale i tak jest go znacznie mniej niż w innych tego typu produktach. Dobrze się z nim pracuje, nie robi plam i całkiem nieźle się trzyma w ciągu dnia.

Rozświetlacz ma ładny, lekko opalizujący na różowo kolor. Odrobinę pyli, ale jest to do opanowania. Łatwo się go aplikuje i nie schodzi zbyt szybko w ciągu dnia. Przy mojej tłustej skórze muszę go poprawiać maksymalnie dwa razy dziennie, a z reguły raz wystarczy.

Na koniec absolutna perełka z tej paletki, czyli róż. Jak go zobaczyłam to się trochę obawiałam, bo wydaje się być mocno pomarańczowy. Nałożony na policzki ma jednak piękny lekko różowy kolor opalizujący na złoto. Wygląda bardzo dobrze u mnie, ale to pewnie z tego powodu, że mam dość neutralny typ urody, oscylujący w kierunku chłodnego i nie muszę się aż tak bardzo trzymać norm kolorystycznych. Róż pięknie wygląda zarówno w naturalnym jak i sztucznym oświetleniu. Co prawda jak będę wracała do pracy to zmienię go na matowy, ale na razie cieszę się tym błyskiem :-).

Bardzo polecam tą paletkę. Z tego co widziałam coś podobnego wypuściło ostatnio Makeup Revolution i chyba również wypróbuję ich produkt.

czwartek, 19 lutego 2015

Czy Sleek ma dobre matowe cienie? Ultra Mattes V2 Darks

Jeśli ktoś miał już styczność z paletami firmy Sleek, zwłaszcza takimi, które miały sporo matowych cieni to wie, że z matami u Sleeka bywa różnie. Ja mam obydwie palety z matowymi cieniami firmy Sleek, ale pierwsza recenzja będzie dotyczyła tych w ciemnych kolorach.

Prezentują się one tak:



A oto swatche:


Chociaż nazwa oznacza "ciemne" to mamy parę jasnych odcieni. Opiszę kolory po kolei, żeby było łatwiej.

W górnym rzędzie pierwszy cień to mocna, szmaragdowa zieleń o nazwie Orbit. Bardzo dobra pigmentacja aczkolwiek cień jest trochę suchy w dotyku. Kolejny to granatowy Ink. Również suchy, ale o bardzo mocnym kolorze. Fiolet Highness również prezentuje się całkiem nieźle. Następny Noir to czerń, ale o takim jakby zielonkawym odcieniu. Następne dwa są jasne cienie, w kolejności Dune i Pillow Talk, o trochę słabszej pigmentacji, ale przydatne jako bazy.

Drugi rząd rozpoczyna dość średnia szarość o nazwie Thunder. Jak dla mnie dość słabo napigmentowana i trzeba się trochę napracować, żeby jakoś wyglądała na powiece. Ceglasty Maple bardzo ciężko się nakłada, ale za to ma kolor, który mi się bardzo podoba. Jasny Flesh bardzo byli i ma dość słabą pigmentację, więc raczej jako baza. Chłodnobrązowy Paper Bag prezentuje się całkiem przyzwoicie. Ciemnofioletowy Villan jest dośc kremowy w dotyku, ale tworzy takie dziwne kulki. Pigmentacja dobra. Ostatni cień to ciemna zieleń o nazwie Fern to jak dla mnie najlepszy cień w całej palecie, o dobrej pigmentacji, strukturze.

Ciemne maty Sleeka mnie nie podbiły. Zasadniczo spokojnie mogłabym się obejść bez tej palety. Jest tu kilka cienie, które mają dobrą jakość, ale w porównaniu z innymi paletami, które mam są znacznie słabsze. Jak dla mnie raczej jako paleta uzupełniająca niż jako podstawa.

środa, 18 lutego 2015

Moje KWC, czyli trwałe szminki firmy Essence

Są takie kosmetyki, które zawsze muszę mieć w swojej kosmetyczce. Jednymi z tych produktów są właśnie szminki Essence. Generalnie uwielbiam tą firmę i miałam i mam nadal bardzo wiele ich produktów i chętnie z nich korzystam. Zawsze czekam na ich limitowanki oraz na serie pojawiające się na przełomie sezonów. Jakiś czas temu właśnie te trwałe szminki były nowością. Nabyłam jeden kolor, czyli moje ukochane 07 Natural Beauty i po kilku dniach testów poszłam uzupełnić swoją kolekcję. Obecnie mam 4 kolory, ale jak tylko będą dostępne inne w mojej drogerii to poważnie przemyślę zakup.

Zacznę od zdjęć:




Szminki zapakowane są w ładne, matowo czarne opakowanie z plastikową obręczą, która pokazuje kolor. Opakowanie jest bardzo trwałe, nie pęka nawet jak wpadnie gdzieś na dno torebki.

A tak po kolei prezentują się kolory, które posiadam.

Bardzo ciemny róż/delikatna czerwień to kolor On the Catwalk! i wygląda tak:



Idealny kolor do mocniejszego makijażu, kiedy chcemy żeby usta były trochę ciemniejsze, ale nie za bardzo.

Kolejny to idealny dzienniak, czyli zgaszony róż z domieszką beżu Barely there:



Bardzo naturalny kolor, świetne rozwiązanie do dziennego makijażu albo mocnego smokey eye.

Kolejny to kolor, którego używa również moja Mama, a jest to chłodny róż Natural Beauty:



Kolejny fajny kolor do dziennego makijażu. Ja mam już chyba piąte opakowanie tego koloru :-).

Ostatni kolorek, który posiadam to jagodowy Wear Berries!:


Również nadaje się do codziennego stosowania, ładnie wygląda w makijażach z chłodnymi tonami.

Pomadki są dość trwałe, bo u mnie wytrzymują tak około 5-6 godzin i nawet jak coś zjem czy się napiję to kolor zostaje na ustach i trzeba robić tylko niewielkie poprawki. Mogą troszkę wysuszać usta, ale tak ma niestety większość trwałych pomadek i nie jest to dla mnie absolutnie zarzut. Ja czekam na uzupełnienie zapasów w mojej drogerii i idę na zakupy :-).

wtorek, 17 lutego 2015

Witamy w raju, czyli paleta Sleek Garden of Eden

Jedną z najczęściej wybieranych palet Sleeka, poza Au naturel i Oh so special jest właśnie paleta Garden of Eden. Mnie się ta paleta kojarzy z wiosną i jesienią, ze względu na jej kolorystykę. Paletka prezentuje się tak:




A tak wyglądają swatche:



Gates of Eden rozpoczyna górny rząd cieni. Jest to takie złoto z domieszką brązu. Bardzo ładny, perłowy cień. Pasuje do każdego koloru oczu. Kolejny Eve's Kiss to delikatny róż z domieszką fioletu, o perłowym wykończeniu. Jakościowo również bardzo dobry. Paradise on Earth to perłowy brudny fiolet z domieszką brązu o rewelacyjnej pigmentacji. Python ma w sobie więcej brązu niż fioletu i również perłowe wykończenie. Następny jest mat z drobinkami o nazwie Forbidden. Pigmentacja niezła, a kolor również z pogranicza brązu/fioletu. Ostatni w tym rzędzie jest matowy cień Flora, o dobrej pigmentacji. Ten cień także utrzymany jest w fioleto-brązowej tonacji.

Dolny rząd zaczyna się od matu z drobinkami o nazwie Entwined. Tonacja kolorystyczna podobna do wcześniejszych cienie, pigmentacja dość przyzwoita. Adam's Apple to początek cieni w różnych odcieniach zielonego. Ten cień jest matowy, o raczej kiepskiej pigmentacji, a odcień to pistacja. Fig ma również odcień wpadający w pistacjowy, ale że jest to cień perłowy to jakość jest dużo lepsza. Evergreen to perła, o pięknym intensywnym i raczej chłodnym odcieniu zieleni. Fauna to mocny, perłowy szmaragdowy odcień. Ostatni cień Tree of Life to bardzo ciemna zieleń o matowym wykończeniu. Kolor jest dość podobny do ciemnego matu w palecie V2.

Nie dziwię się popularności tej palety. Cienie są bardzo dobrej jakości, o dość naturalnych kolorach i bardzo dobrze się z nimi pracuje. Jak dla mnie to lepiej się sprawdzi u osób z chłodnym typem urody, bo większość cieni utrzymana jest w dość zimnej tonacji.