wtorek, 30 czerwca 2015

Beauty Blender- czy rzeczywiście zasługuje na takie uznanie?

Na początek przypomnę o wielkim lipcowym rozdaniu KLIK.

Jak pokazywałam jakiś czas temu podczas zakupów w Kosmetykomania do mojego koszyka wpadły dwie osławione gąbki typu Beauty Blender. Akurat trwała na nie promocja cenowa oraz dołączane było mydełko, więc postanowiłam z tego skorzystać.



Jak tylko jajo do mnie trafiło to pojawił się pierwszy szok: takie malutkie? Można kupić też wersję mini i zapewne jest ona mikroskopijna, bo oryginalny BB przed zmoczeniem jest naprawdę niewielki. Po zmoczeniu go w zimnej wodzie (ważne) zwiększa swą objętość mniej więcej dwukrotnie.

Kolejna rzecz, która od razu jest zauważalna to niesamowita wręcz miękkość. Używałam gąbki z RT i ona jest znacznie twardsza niż BB, zarówno przed jak i po zmoczeniu. Beauty Blender jest przez tą miękkość bardzo przyjemny w użyciu i prawie niewyczuwalny w dotyku.

Co do samego efektu BB i jego współpracy z podkładami to powiem szczerze- nie wiem jak mogłam bez niego funkcjonować. Ze wszystkich akcesoriów do aplikacji podkładów jakich do tej pory używałam, BB jest zdecydowanie najlepszy. Twarz jest pokryta kosmetykiem, ale bez efektu maski jaki zdarzało mi się osiągnąć dzięki pędzlom. Fakt, że BB jest wilgotny sprawia, że podkłady lepiej wiążą się ze skórą i dłużej trzymają na mojej tłustej cerze. Testowałam zarówno z podkładami w formie kremowej, jak i bardziej płynnej. Bardzo dobrze rozprowadza też korektor pod oczy.

W moim odczuciu pochłania trochę więcej podkładu niż gąbka z RT, ale mogę się mylić.

Mycie też nie jest szczególnie skomplikowane. Ja akurat mam oryginalne mydełko Solid, ale próbowałam też mycia żelem do twarzy oraz delikatnym szamponem i każda z tych form się u mnie sprawdza. Jedyną wadą jest, że dość długo schnie.

Absolutnie nie żałuję, że zakupiłam BB i na pewno będę wypatrywała kolejnych promocji, żeby uzupełnić zapasy.

niedziela, 28 czerwca 2015

Wielkie lipcowe rozdanie

Lipiec to dla mnie miesiąc dość szczególny ze względu na urodziny, imieniny oraz jeszcze parę innych ważnych zdarzeń, które miały miejsce właśnie w lipcu. W związku z tym, że lubię się dzielić swoją radością to postanowiłam zorganizować wielkie lipcowe rozdanie. Ty razem będzie to pudełko-niespodzianka, które wypełnię pielęgnacją, kolorówką, pewnie czymś do włosów, paznokci, próbki, a może nawet jakaś książka wpadnie jako że jestem molem książkowym. Co więcej, jeśli zainteresowanie rozdaniem będzie duże, to może pudełek będzie więcej niż jedno.


A oto warunki rozdania:

1Publiczne obserwowanie mojego bloga.
2.Mieć ukończone 18 lat bądź zgodę rodziców
3.Konkurs trwa od 28-06-2015 do 31-07-2015 do godziny 23:59
4.Wyniki ogłoszę do 7 dni od zakończenia rozdania na swoim blogu oraz na profilu na Facebooku
5.Sponsorem nagrody jestem ja
6.Nagrody wysyłane są tylko na terenie Polski
7.Zgłoszenia proszę zamieszczać w komentarzach pod tym postem.

A pytanie konkursowe jest bardzo proste: jaki jest Wasz wymarzony prezent?

Wzór zgłoszenia:

Obserwuję jako:

Odpowiedź na pytanie:

Życzę Wszystkim powodzenia!

czwartek, 25 czerwca 2015

Przyjemne nawilżanie, czyli Dermika Hydratic

Dziś kolejna recenzja produktu, który trafił do mnie dzięki ShinyBox. Tym razem z lutego 2015. Będzie o całkiem przyjemnym kremie firmy Dermika Pharmatherapy, seria Hydratic.

Tak prezentuje się kremik w pudełku:


Jeśli chodzi o opakowanie to są dwa podstawowe plusy: jest z pompką, dzięki czemu aplikacja jest bardziej higieniczna oraz jest wysokie i wąskie, dzięki czemu nie zabiera zbyt dużo miejsca na półce.

Dermika Pharmatherapy to odłam znanej firmy Dermika. Zajmują się kosmetykami, które dostępne są tylko w aptekach. Kiedyś już używałam produktów tej marki, tylko z linii Sebumetic i byłam z nich bardzo zadowolona.

Składniki aktywne ze strony producenta:
• Aktywna, biomimetyczna baza kosmetyku
• Kwas hialuronowy
• Biological Protecting Factor BPF
• Glikoproteiny
• Natlenowany olej kukurydziany

Emulsja do nawilżenia i łagodzenia jest docelowo przeznaczona dla przesuszonej i wrażliwej skóry, ale moim zdaniem na takiej skórze się raczej nie sprawdzi, bo dla takiej cery może być za mało nawilżająca. Ja mam skórę raczej tłustą i obecnie nie narzekam na żadne przesuszenia i u mnie ten produkt działa całkiem nieźle. Początkowo używałam emulsji na noc, ale była za mało nawilżająca i postanowiłam wypróbować ją jako krem na dzień. W tej wersji sprawdza się idealnie. Skóra jest nawilżona, a przy okazji ładnie zmatowiona. Bardzo dobrze współpracuje z różnymi podkładami. Nie zapycha porów skóry, a wręcz mam wrażenie, że lekko je zwęża. Jest przy tym bardzo wydajna.

Ja już wcześniej pisałam, dla osób z cerą przesuszoną raczej się nie sprawdzi, ale jako lekki krem na dzień dla posiadaczek skóry tłustej bardzo polecam.


wtorek, 23 czerwca 2015

Czerwcowe ShinyBox czyli świętujemy urodziny

ShinyBox dość długo kazało kupującym czekać na czerwcową edycję. Szumnie zapowiadana wersja urodzinowa, a do tego jeszcze czerwiec jest miesiącem prezentów dla VIPów. Czy Shiny godnie potraktowało nas w swoje urodziny? Zapraszam do czytania.

Tak prezentuje się całe pudełeczko:


Oczywiście nie mogło zabraknąć jakiegoś produktu Dove, które są stałym elementem ShinyBox od kilku edycji. Ja w swojej kolekcji mam już kilka mydeł oraz żeli pod prysznic tej firmy, które trafiły do mnie właśnie dzięki ShinyBox. Nie są to złe produkty, ale szału nie ma.


Kolejny stały bywalec, czyli firma Glazel tym razem pod postacią cienia do powiek w wersji wypiekanej. Widziałam, że były różne kolory, mnie się trafiły cień srebrny o dość ładnym kolorze, chociaż moje pierwsze wrażenie było negatywne. Widziałam, że były wersje niebieskie, różowe i złote. Denerwujące jest to, że tak jak w przypadku Dove, ciągle pojawiają się te same firmy.


Masełko do skórek Soft Touch. Dawno nie używałam tego typu produktów, więc z chęcią przetestuję.


Peeling algowy do ciała LillaMai. Akurat dzisiaj kupiłam sobie dwa peelingi do ciała, więc to kolejny do mojej kolekcji. Przetestuję go w pierwszej kolejności. Pierwsze wrażenie-zapach mi średnio odpowiada.


Produkt, który nie był niespodzianką, czyli serum do rzęs Magiclash. Aktualnie używam innego produktu, więc serum sobie trochę poczeka. W sumie jestem go dość ciekawa.


Oliwkowa mgiełka firmy Apis. Wszystko fajnie, ale zapach kojarzy mi się z jakimiś bardzo ciężkimi kremami, których używała dawno temu moja mama.


Prezent dla klubu VIP, czyli krem do rąk limonkowo-miętowy od The Secret Soap Store. Prezent fajny, ale przeżyłabym bez niego.


Na koniec jeszcze próbki znanych koreańskich kremów BB, czyli Skin79. Moja skóra woli podkłady od takich kremów, ale z chęcią zobaczę czemu akurat te produkty są takie znane.

Ogółem to nie wiem co powiedzieć. Z jednej strony nie jest źle, ale ja mam spory niedosyt, bo po urodzinowej edycji spodziewałam się czegoś więcej.

piątek, 19 czerwca 2015

Przygotowanie do lata, czyli czerwcowe BeGlossy

Dzisiaj szybka recenzja czerwcowego pudełka BeGlossy. Niestety będzie bez zdjęć, bo mój sprzęt odmówił współpracy.

Czerwcowe BeGlossy było promowane jako przygotowanie do lata, czyli można się było spodziewać, że będą w nim jakieś produkty do opalanie lub jakis balsam brązujący. Czy tak było?

Ja otrzymałam wersję B pudełka. Ponieważ nie jestem VIPem akurat w BeGlossy, więc nie otrzymałam rękawicy GLOV, która była prezentem dla członkiń VIP. W sumie teraz trochę żałuję, że nie jestem VIPem, bo ten produkt akurat mnie zainteresował. W moim pudełku było sześć produktów i są to:

1. Krem Charmine Rose dla cery nadreaktywnej, alergicznej. Jak akurat raczej nie mam tego typu problemów, ale może przydać się przy moich popękanych naczynkach. W pudełku jest 15 ml produktu.

2.Lord&Berry 20100 Crayon Lipstick, czyli szminkę w ołówku. Mnie się trafiła matowa fuksja, której kolor bardzo mi odpowiada.

3.Veet krem do depilacji z olejem z pestek winogron. Produkt bardzo dobry właśnie na lato. Dla mnie kremy są najwygodniejszą metodą depilacji, więc to kolejny produkt, który przypadł mi do gustu.

4.Dermofuture Precision Wypełniacz Ust Lustrzany Blask. Ten produkt wzbudza we mnie dość mieszane uczucia, ale poniewaz lubię nowości to chyba go wypróbuję.

5.Miniaturka 30 ml odżywki do włosów firmy Wella. W sumie odżywka do włosów zawsze się przyda, więc nie narzekam.

6.Prezent od firmy Purederm. Mnie się trafiła intensywna maska kolagenowa. Zobaczymy jak sie sprawdzi.

Podsumowując to pudełko całkiem ciekawe. Nie ma jakiegos efektu super-wow, ale też nie jest złe. Najbardziej jestem ciekawa obydwu produktów do ust.

czwartek, 18 czerwca 2015

Kosmetyczny haul w Kosmetykomania.pl

Od pewnego czasu nosiłam się ze zrobieniem większych zakupów kosmetycznych, głównie chodziło mi o akcesoria. Dwa dni temu usiadłam do komputera i poszukałam, która z drogerii internetowych ma interesujące mnie produkty w przystępnych cenach. I tak trafiłam na Kosmetykomanię. Mieli wszystkie akcesoria, które chciałam kupić oraz przy okazji trafiłam na kilka promocji.

Tak wyglądały moje zakupy:



Co muszę przyznać na samym wstępie to bardzo ładne zapakowanie wszystkich produktów. Poczułam się jakbym dostała prezent, a nie zrobiła zakupy. Do zamówienia dołączone też były cukierki.

A to co po kolei wylądowało u mnie:



Brushegg, czyli jajeczko do czyszczenia pędzli. Czytałam już o nim na kilku blogach,a ponieważ zawsze mam wrażenie, że nie mogę do końca domyć pędzli, zwłaszcza do podkładu, to postanowiłam nabyć to gumowe jajeczko. Jestem bardzo ciekawa jak się sprawdzi.


Trafiły do mnie również dwa Beauty Blendery. Akurat była na nie promocja, więc kosztowały sporo mniej plus dostałam mydełko do ich czyszczenia. Kolejny produkt bardzo zachwalany w sieci. Jestem ciekawa czy spisze się się lepiej od gąbeczki z RT.


Kupiłam również pięć pędzli z Hakuro do nakładania oraz rozcierania cieni. Część z nich mi się powtarza, ale ponieważ to sprawdzona jakość to z chęcią zainwestowałam w kolejne. Trafił do mnie również pędzel do różu z Essence. Potrzebowałam niewielkiego i niezbyt drogiego pędzla, który zmieści się w każdej kosmetyczce.


No i wisienka na torcie, czyli najnowsza paleta Sleeka. Im częściej ją oglądałam w necie tym bardziej mnie kusiła, więc postanowiłam zrobić sobie taki prezent.

Pewnie zdecydowałabym się jeszcze na kilka rzeczy, ale stwierdziłam, że moje zasoby są tak bogate, że na razie stop z zakupami.


poniedziałek, 15 czerwca 2015

Lato z bohemą, czyli Sleek Bohemian


Na samym początku istnienia mojego bloga pojawiło się sporo recenzji palet firmy Sleek. Jestem ich wielką fanką, a ponieważ niektóre palety nie są już dostępne w regularnej sprzedaży, więc często przeglądam allegro z nadzieją, że znajdę jakąś już niedostępną paletę. Tak właśnie trafiła do mnie paletka Sleek Bohemian. Akurat na tą paletę można jeszcze dość często trafić na allegro, ale z uwagi na edycję limitowaną często kosztuje około 50 PLN. Ja zdecydowałam się na zakup używanej i zapłaciłam zdecydowanie mniej.

Paletka jest w nietypowym jak na Sleeka białym opakowaniu.



Są trzy perłowe cienie oraz dziewięć matowych. W moim opakowaniu nie było folii z nazwami, więc wyszukałam je w necie.

Górny rząd:
-Gilt to perłowa oliwkowa zieleń o bardzo dobrej pigmentacji
-Russet jest to ciemnomiedziany perłowy cień o świetnej pigmentacji. Genialny dla niebieskich oczu.
-Marron to piękne, matowe bordo o dobrej pigmentacji. Mój faworyt w tym zestawieniu.
-Calendula to matowa żółć o średniej pigmentacji
-Anaemia to kremowa, matowa biel o średniej pigmentacji
-Neutron to mocno napigmentowana matowa czerń

Dolny rząd:
-Wafer to nieźle napigmentowany biszkoptowy cień. Dobrze się sprawdza jako cień bazowy.
-Sanguine to perłowe, dobrze napigmentowane bordo.
-Clover to piękna, matowa trawiasta zieleń
-Overdyed to matowy, dobrze napigmentowany granat
-Emperor to również cień matowy, w ładnym fioletowym kolorze
-Moto-X to chłodny, matowy brąz o dobrej pigmentacji.

Mniej znana paleta Sleeka, a bardzo udana. Kolory na zdjęciach wyszły mi dość ciepłe, zwłaszcza bordowe cienie, a w moim odczuciu są neutralne w kierunku chłodnych. Jak dla mnie to bardzo udana paleta Sleeka. Matowe cienie mają naprawdę niezłą pigmentację. Są dwa cienie, które można wykorzystywać jako bazowe, a przy tym całym bogactwie kolorów zestawienia nie wychodzą jakieś tandetne.

Jeśli się zastanawiacie na kupnem tej palety to bardzo polecam. Ja będę polowała na kolejne Sleeki do mojej kolekcji.


piątek, 12 czerwca 2015

Kolorowy puder-czy to działa?

Wiele kobiet zmaga się z różnymi niedoskonałościami skóry. Często są to różne rodzaju przebarwienia, zaczerwnienienia lub cienie. Trzeba najczęściej użyć dość mocnego korektora, żeby ukryć te niedoskonałości, a nie każdy to lubi. Z pomoca może przyjść puder korygujący.

Ja mam kilka tego typu pudrów, ale moim ulubieńcem jest ostatnio widoczny na zdjęciu puder Catrice.


Puder wygląda jak mozaika różnych kolorów: zielonego, różowego, fioletowego oraz piaskowego. Na twarzy daje bardzo naturalny efekt. Jest drobno zmielony dzieki temu nie osadza się na włoskach. Bardzo ładnie koryguje róznego rodzaju zaczerwienienia, a ja mam ich całkiem sporo. U mnie matuje na jakies maks 4 godziny, ale później twarz ma raczej taki subtelny blask niz brzydkie świecenie się. Kosmetyk jest bardzo dobrym dodatkiem do wszystkich podkładów jakie do tej pory stosowałam, a zastosowany solo tez działa całkiem nieźle. Nie zauważyłam, zeby zapychał pory. Jest wydajny i się nie kruszy.

Ze swojej strony bardzo polecam ten puder, bo nie jest drogi, a bardzo dobrze się sprawdza.

środa, 10 czerwca 2015

Inteligentna terapia dla skóry, czyli serum z witaminą C

Kolejna recenzja produktu otrzymanego wraz z ShinyBox. W zasadzie od kiedy mam subskrypcję pudełek Shiny i Glossy to ciągle testuję jakieś fajne nowości, na które bym pewnie nie zwróciła uwagi w drogerii albo aptece.

Dzisiaj będzie to Intelligent Skin Therapy, a konkretnie serum z witaminą C, bo akurat takie trafiło mi się wraz ze styczniowym pudełkiem ShinyBox. Styczniowe zamawiałam podwójnie i w drugim pudełku również miałam tą wersję serum , więc mogę wyrazić swoją opinię po wykorzystaniu dwóch buteleczek.


Informacja od producenta: 

Silnie skoncentrowane serum wybielające oparte o kompozycję składników 10 x szybciej i silniej usuwające przebarwienia niż kompleks VIT C. Serum rozjaśnia cerę, zmniejsza zmęczenie i szary odcień skóry, odżywia ją i witalizuje. Skóra staje się jasna i promienna.

Serum otrzymujemy w szklanek buteleczce z pipetką do dozowania. Taka forma idealnie sprawdza się przy wszelkiego rodzaju płynnych kosmetykach. Jak dla mnie to serum ma dość średni, bardzo chemiczny zapach, który na szczęście nie  utrzymuje się zbyt długo.

Jeśli chodzi o działanie to serum spełnia obietnice producenta. Skóra jest rozjaśniona, ma lepszy koloryt. U mnie po aplikacji tego serum skóra była tak przyjemnie gładka, że myślałam nad stosowaniem tego serum na dzień, jednak doszłam do wniosku, że mogę się nabawić przebarwień. Zawartość witaminy C dodatkowo pomogła na moje porozszerzane naczynka. Według mnie serum za słabo nawilża, żeby je stosować bez kremu, ale z lekkim kremem nawilżającym sprawdza się idealnie.

Z tej serii jest siedem rodzajów serum, w tym dotleniające czy pod oczy i z chęcią je wypróbuję, bo z wersji z witaminą C jestem bardzo zadowolona.

wtorek, 9 czerwca 2015

Gąbeczka myjąca do Yasumi, czyli przyjemne zaskoczenie

Dzisiaj kolejny produkt, który zawędrowała do mnie wraz z majowym ShinyBox. Wiele osób się zachwycało tą gąbeczką, natomiast ja miałam jakieś średnie przekonanie do tego. Jeśli chcecie się dowiedzieć czy moje podejście się zmieniło to zapraszam do czytania.

Gąbka dostajemy zapakowaną w foliową torebkę, którą widać na zdjęciu.


Pierwsze wrażenie po wyjęciu gąbki z folii było raczej nieprzyjemne, bo produkt jest bardzo twardy i nieprzyjemny w dotyku. Zgodnie z instrukcją gąbkę należy moczyć 3-5 minut przed użyciem. Moim zdaniem tak długi czas nie jest niezbędny, bo gąbka szybko mięknie pod wpływem wody. Można używać jej samej bądź z jakimś środkiem myjącym. Ja używam jej wraz z żelem do mycia twarzy Biolaven.

Jeśli chodzi o efekty to są one naprawdę rewelacyjne. Skóra jest ładnie oczyszczona, pory zwężone. Gąbka jest bardzo komfortowa w użyciu. Nie podrażnia skóry, bo pod wpływem wody robi się miła w dotyku. Jak dla mnie jest dość galaretowata. Czyszczenie też jej bardzo proste, a dołączony sznureczek ułatwia wysychanie gąbki.

Ja jestem bardzo przyjemnie zaskoczona gąbką w Yasumi i chyba wykorzystam kupon rabatowy na kolejne gąbki, który był dołączony do majowego ShinyBox.

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Aby włosy szybciej rosły, czyli drożdżowa maska od Banii Agafii

Jeśli ktoś kiedyś zapuszczał włosy to doskonale wie jak długi i trudny jest to proces. Dlatego jak tylko jest jakaś możliwość przyspieszenia rośnięcia włosów to sądzę, że wiele osób z chęcią skusi się na jakieś wspomagacze.

Ja zaczęłam zapuszczać włosy w lutym 2015 z takich naprawdę krótkich. Jednym ze sprzymierzeńców zapuszczenia miała być właśnie maska drożdżowa od Banii Agafii, którą otrzymałam wraz z lutowym ShinyBox, a potem jeszcze dostałam jedno opakowanie podczas zamawiania Mixa.

Maska prezentuje się tak:


Ja osobiście lubię takie pojemniki na maski, bo łatwo z nich wydobyć produkt do końca.

Skład ze stron, które prowadzą sprzedaż tej maski:

Drożdże piwne (Yeast Extract) – poprawiają strukturę włosa, wzmacniają, przyśpieszają wzrost.
Sok brzozowy (Betula Alba Juice) – wzmacnia cebulki włosowe, nadaje włosom blask, zapobiega wypadaniu.
Oman wielki  (Inula Helenium Extract) – działa antyseptycznie i przeciwbakteryjnie
Mącznica lekarska ( Arctostaphylos Uva Ursi Extract) znakomity naturalny antyseptyk
Ostropest plamisty (Silybum Marianum Extract) - łagodzi stany zapalne i hamuje zmiany skórne.
oraz oleje z zimnego tłoczenia:
Olej z kiełków  pszenicy (Triticum Vulgare Germ Oil) - regeneruje wnętrze włosów, odtwarza naturalną osłonkę i wygładza ich powierzchnie. Chroni przed nadmierną utratą wody oraz promieniowaniem UV.
Olej z nasion białej porzeczki (Ribes Aureum Seed Oil) – wykazuje działanie przeciwzapalne, intensywnie odżywia włosy.
Olej z orzeszków cedrowych (Pinus Siberica  Cone Oil) – ogranicza łojotok, zwalcza łupież, stymuluje krążenie podskórne i przeciwdziała wypadaniu włosów
Olej z owoców dzikiej róży ( Rosa canina Fruit Oil) - odżywia, nawilża i uelastycznia włosy

Dużo naturalnych składników, które mają mieć dobroczynny wpływ na włosy i skórę głowy.

Maska ma dość przyjemny słodki aromat, który jednak po dłuższym czasie może być trochę męczący. Co do samego stosowania to jest ono całkiem przyjemne, bo produkt ma niezbyt lejącą się konsystencję dzięki czemu nie spływa zbyt szybko z włosów. Łatwo się spłukuje i nie przeciąża włosów. Rzeczywiście łagodzi stany zapalne.

Czy rzeczywiście wzmaga porost włosów? Tu mam pewne wątpliwości. Niewątpliwie sprawia, że włosy są miłe i bardzo gęste. Ja być może nie jestem dobrym przykładem, bo przez pewien czas zmagałam się ze stanami zapalnymi skóry głowy i miałam wrażenie, że moje włosy w ogóle nie rosną. Od kiedy domniemane ŁZS zniknęło za sprawą mojego genialnego Synka, maska sprawdza się dużo lepiej i rzeczywiście mam wrażenie, że włosy szybciej rosną, a przede wszystkim są gęściejsze.

Produkt przyjemny aczkolwiek moim zdaniem nie niezbędny.

sobota, 6 czerwca 2015

Powiew luksusu od Theo Marvee

Jak już pisałam w poście na temat ulubieńców maja, jednym z nich był otrzymany wraz z kwietniowym ShinyBoxem tonik od Theo Marvee z linii Caviariste Perlique.

Wygląda on tak:


Opakowanie dość skromne i niepozorne, ale zawartość to jak dla mnie hit. Przede wszystkim w przeciwieństwie do bardzo wielu produktów chwalących się zawartością kawioru bądź masy perłowej, ten tonik naprawdę zawiera te produkty i to na trzecim i czwartym miejscu w składzie.

Pierwsze co można zauważyć to bardzo przyjemny zapach. Kolejną sprawą jest konsystencja- nie jest ona tak jak w wielu tonikach płynna, ale bardziej żelowa, przez co tonik jest bardzo wydajny. Ja używam dwa razy dziennie mniej więcej od momentu otrzymania go wraz z ShinyBox i nadal mam prawie połowę opakowania.

Co do samego działania to przynajmniej u mnie spełniają się wszystkie obietnice producenta mówiące o nawilżeniu, blasku, zamknięciu porów i złagodzeniu zaczerwienień. Skóra po użyciu jest cudownie gładka, ładnie zmatowiona, ale jednocześnie mająca subtelny, zdrowy blask. Jest to jeden z najlepszych toników jakich kiedykolwiek używałam i na pewno kupię go ponownie. Zapewne skuszę się również na inne produkty tej firmy, bo jestem bardzo ciekawa czy również będą tak rewelacyjne jak ten tonik.

czwartek, 4 czerwca 2015

Ulubieńcy maja oraz jedno wielkie rozczarowanie

W ostatnim czasie z różnych powodów trochę rzadziej dodaję wpisy na blogu. Mam nadzieję, że niedługo się to zmieni i będę mogła wrócic do codziennego pisania. Póki co dopiero dzisiaj mogę opublikować listę moich majowych ulubieńców oraz jednego sporego rozczarowania, które mnie spotkało. Zacznę właśnie od tego rozczarowania, czyli kremu z witaminą C ze Starej Mydlarni. Bardzo lubiłam peeling z tej serii, natomiast krem spowodował u mnie koszmarny wysyp ogromnych i bolesnych pryszczy. Niestety nie zanotowałam żdnego pozytywnego działania tego kremu.

Teraz znacznie przyjemniejsza część, czyli ulubieńcy maja. Zacznę od moich faworytów w kategorii pielęgnacji:


1. Tonik Theo Marvee Caviariste. Ten kosmetyk dostanie osobny post, bo jest po prostu genialny i totalnie mnie oczarował.
2. Skarpety złuszczające od L'biotica. Bardzo dobry, mocno złuszczający produkt. Moje stopy wyglądają znacznie lepiej, skóra jest ładnie wygładzona i nawet nowe buty za bardzo nie obcierają.
3.Żel do mycia twarzy firmy Biolaven. Recenzja TUTAJ

Pielęgnacyjna lista dość krótka, bo w maju nadal zużywałam kosmetyki, które były moimi ulubieńcami kwietnia.

Jeśli chodzi o makijaż to również powtarzają się kosmetyki z kwietnia, ale doszło też kilka nowości:
1.Korektor od Catrice, który znakomicie przykrył wypryski powstałe po nieudanym eksperymencie z kremem, a przy okazji w żaden sposób nie zatkał mi porów.
2.Paleta Sunset firmy Sleek. Recenzja już była na blogu, a jak co jakis czas zmieniam aktualnie używaną paletę Sleeka.
3. Szminki firmy Essence. Była również recenzja tych szminek na blogu, a akurat idealnie wpasowały się w moje obecne upodobania makijażowe.
3.Cień w kredce od Astor. Mam dwa kolory i jestem nimi po prostu zachwycona. Łatwo się rozprowadzają, nie rolują się za bardzo nawet na moich dość tłustych powiekach.

Jeśli chodzi o włosy to w maju mam dokładnie tych samych ulubieńców co w kwietniu plus jedwab z firmy Marion, który bardzo mi przypadł do gustu. Odnośnie włosów postaram się napisac osobny post, gdyż udało mi się zaleczyć domniemane ŁZS i chętnie podzielę się swoimi doświadczeniami.

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Wyniki rozdania z Mazidłami

W rozdaniu z Mazidłami nie wzięło udziału aż tyle osób ile bym się mogła spodziewać. Wygląda na to, że jednak preferujecie gotowe kosmetyki niż te, które można stworzyć samodzielnie. Troche szkoda, bo sama się przekonałam, że kremy, maseczki itd. robione w domu są wielokrotnie o wiele bardziej skuteczne niż te, które możemy kupić w drogerii.


Rozdanie wygrywa Nie Bieska i jej super przepis na krem ogórkowy. Bardzo o wysłanie mi na maila adresu do wysyłki, żebym mogła go przekazać do sklepu "Mazidła".

Dziękuję wszystkim za udział w rozdaniu. Wszystkie przepisy były bardzo ciekawe i i z chęcią je wypróbuję!