środa, 30 marca 2016

Azjatyckie rozdanie niespodzianka 30.03-30.04

Dawno nie było żadnego rozdania, więc pora to naprawić. Tym razem zdecydowałam się zorganizować dla Was rozdanie-niespodziankę. Do końca niespodzianka to nie bedzie, bo juz teraz mogę zdradzić, że będą to tylko azjatyckie kosmetyki. Na zachętę ujawniam pierwszy kosmetyk, którym będzie ślimakowy trial set od SKIN79. Poza tym będzie sporo innych azjatyckich produktów.

Żeby nie było tak zupełnie prosto to będzie to rozdanie z zadaniem. Niezbyt skomplikowanym, a mianowicie proszę Was o przepis na Waszą ulubioną azjatycka potrawę, jako że jestem maniakiem kulinarnym, a rejony Dalekiego Wschodu są mi bardzo bliskie. Pamiętajcie, że Azja to nie tylko Chiny i Japonia, ale też część Rosji, Indie czy niektóre kraje arabskie, więc wachlarz możliwości jest bardzo duży.



Regulamin:

1.Publiczne obserwowanie mojego bloga oraz udostępnienie informacji o rozdaniu
2.Mieć ukończone 18 lat bądź zgodę rodziców
3.Konkurs trwa od 30.03.2016 do 30.04.2016 do godziny 23:59
4.Wyniki ogłoszę do 7 dni od zakończenia rozdania na swoim blogu oraz na profilu na Facebooku
5.Sponsorem nagród jestem ja.
6.Biorąc udział w rozdaniu zgadzasz się na przetwarzanie danych osobowych (dotyczy danych do wysyłki).
 Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.).
Na e-mail od zwycięzcy czekam 7 dni, potem wybieram kolejną osobę.

Wzór zgłoszenia:
1.Obserwuję jako:
2.Udostepniłem/am (link)
3.Przepis na moje ulubione azjatyckie danie to...

Życzę powodzenia i czekam na smakowite przepisy!

piątek, 25 marca 2016

Azjatycki Piątek-Mizon All in One Snail Repair Cream, czyli żegnam rozszerzone pory, blizny i inne paskudy

Jakiś czas temu robiłam większe zakupy w RubiShop i w gratisie otrzymałam znany krem Mizon All in One Snail Repair Cream. Bardzo mnie to ucieszyło, bo miałam już styczność z kosmetykami ze śluzem ślimaka i moja skóra bardzo lubi ten składnik. W kremie firmy Mizon jest go bardzo dużo, bo aż 92%! Oczywiście jest na pierwszym miejscu w składzie.

Jak prezentuje się sam krem:



Jak widać ze zdjęć powyżej dostałam mniejszą wersję w tubce, która ma pojemność 35 ml, czyli miniaturka to zdecydowanie nie jest. Jest też większa wersja w słoiczku, która ma 75 ml. Uważam to za bardzo dobre rozwiązanie, bo 35 ml spokojnie starcza na ponad miesięczny okres użytkowania (rano i wieczorem), a po takim okresie można juz ocenić czy kosmetyk działa tak jak jest to przez nad oczekiwane.


Śluz ślimaka znany jest ze swoich właściwości przeciwzmarszczkowych, pomocy w redukowaniu blizn czy trądziku oraz regulacji wydzielania sebum. Czyli idealny kosmetyk dla osoby 30+ z tłustą, ale wymagającą nawilżenia skórą oraz pozostałościami po trądziku.

Jeszcze tego samego dnia po otrzymaniu paczki rozpoczęłam stosowanie kremu. Efekty po mniej więcej miesiącu użytkowania dwa razy dziennie:
-zmniejszone wydzielanie sebum i bardziej matowa skóra
-wyraźnie zmiejszone i czystsze pory skóry
-wyczuwalne lepsze nawilżenie skóra, jest jakby bardziej mięsista
-drobne zmarszczki zniknęły
-blizny nawet bez makijażu są ledwo widoczne
-świetnie współpracuje z kremami BB oraz podkładami.

Krem używany solo świetnie matowi skórę, natomiast jeśli damy po niego jakąś emulsję albo krem wodny to możemy się świecić. Ja obecnie stosuję go razem z serum z wit. C od It's Skin i efekty są bardzo dobre, a świecenie przykrywam makijażem.

Teraz czekam na krem pod oczy z tej serii, ale już wiem, że jak i ślimaki mocno się zaprzyjaźnimy.

niedziela, 20 marca 2016

Kosmetyczna wiosenna wishlista

Tak, miałam ograniczać zakupy. Biję się w pierś, że na razie nie za wiele z tego wychodzi, bo tu super promocja, a tu taka nowość, że no muszę ją mieć. Walczę też z manią kupowania pudełek, a to jest jeszcze trudniejsze. Dzisiaj więc dośc luźny post o tym co bardzo bym chciała mieć.

1. Paletka House of GlamDolls od Freedom Makeup

Tutaj wersja Vintage Doll, która najbardziej mi się podoba. Róże, rozświetlacze, szminki i produkty do brwi to coś co bardzo mi pasuje. Jedyne czego się obawiam to parafina w składzie. Są 4 wersje palet. mnie najbardziej podoba się właśnie ta oraz wersja Exotica. Na razie nie widziałam palet w polskich sklepach, ale jak się pojawią to pewnie się skuszę. Ja swoją wypatrzyłam na kosmetik4less.de.

2.Kremowa paleta do konturowania od Freedom Makeup

W cenę paletę wliczony jest pędzel, więc oferta jest bardzo kusząca. Paleta nie zawiera parafiny, więc tym bardziej mi się podoba. Jedyne co mnie cały czas powstrzymuje to fakt, że rano nie za bardzo mam czas na konturowanie i z reguły z niego rezygnuję. Nie mam też teraz tylu imprez co kiedyś, więc okazji do używania byłoby niewiele. Może się jednak zdecyduję i wykorzystam do makijaży na bloga.

3.Zestaw z Organique- owocowy rytuał


Nie mogę się zdecydować czy wolę melona czy zieloną herbatę, ale bardzo mi się te zestawy podobają i z chęcią bym któryś przygarnęła. Coś z Organique ma być w kwietniowym Chillboxie, więc może coś z tych zestawów?

4.Maskara Fasio


Dostępna w sklepie Ber de Ver. Czytam o niej same dobre opinie i chyba się na nią zdecyduję, jak już wykorzystam swoje obecne zapasay tuszy.

5.Podkład True Match od L'Oreal


Podkład jest przez wszystkich bardzo zachwalany w blogosferze, a ja jeszcze nie miałam z nim do czynienia, więc z chęcią go przetestuję.

6.Książki "Sekrety urody Koreanek" oraz "The Japanese skincare revolution". Wstyd przyznać, ale przy mojej miłości do azjatyckich kosmetyków nie mam jeszcze tych książek, więc pora to naprawić.

To by było na tyle jak na razie. Pewnie lista się będzie powiększać, bo pewnie jakiś nowy Sleek się pojawi albo jakaś azjatycka nowinka.

piątek, 18 marca 2016

Azjatycki Piątek ze SKIN79 Rose Waterfull Mask

Kolejna odsłona Azjatyckiego Piątku, a w niej nawilżająca różana maska od SKIN79, czyli produkt który trafił do mnie wraz z jednym z Chillboxów. W zasadzie na fali zachwytu kosmetykami SKIN79 zdecydowałam się na zakup tego Chillboxa.

Produkt dostajemy zapakowany w ładnym i estetycznym kartoniku. W środku znajduje się szklany słoiczek z maseczką oraz szpatułka do nakładania.



Co masce możemy dowiedzieć się od producenta:
Cudownie relaksująca maska do twarzy, która podczas snu delikatnie złuszcza skórę, wybiela ją i głęboko nawilża, po to,byś rano mogła cieszyć się zdrową cerą pełną naturalnego blasku.Woda z róży damasceńskiej zapewni natychmiastowy wzrost wilgoci w skórze.Delikatne kwasy AHA rozpuszczają martwe komórki naskórka, wygładzając strukturę skóry a także kontrolując wydzielanie sebum.Woda różana jest bogata w bioflawonoidy, m.in. kwercynę oraz lotne olejki eteryczne. Działa antyseptycznie, przeciwzapalnie i kojąco. Oczyszcza, poprawia napięcie skóry, nadaje jej zdrowy koloryt. 

Maska ma postać gęstego, lekko tłustawego żelu o mocno różanym zapachu, który niektórym może trochę przeszkadzać. Ja osobście lubię takie zapachy, więc dla mnie jest ok. Dołączoną szpatułką łatwo nabiera się i rozprowadza produkt, ja jednak przywykłam do palców. Nalezy kłaść cieniutką warstwę, bo niestety maska raczej kiepsko się wchłania.




Samo działanie jest bardzo dobre, zarówno przy doraźnym jak i regularnym stosowaniu. Na samym początku używałam tej maseczki w momentac kiedy zauważałam u siebie jakieś suche skórki. Na noc różana maska i rano po suchych skókach nie było żadnego śladu. Po jakimś czasie doszłam do wniosku, że regularne stosowanie może być jeszcze lepsze i okazałao się to prawdą. Skóra jest lepiej nawilżona, taka bardziej mięsista. Poza tym mam wrażenie, że maska pomogła mi też na popękane naczynka, które są mniej widoczne. Jak zobaczyłam takie efekty to od razu kupiłam maskę dla siostry, która ma podobne problemy i jej też ta maska pomogła.

Nie jest to produkt bez wad. Wiem, że niektórych ta maska mocno podrażniła. Ja też mam dość czerwoną buzię zaraz po jej zmyciu, ale efekty długofalowe są świetne. Drugą wadą jest słaba wchłanialność tej maski, bo zawsze mam wrażenie tłustej powłoczki na twarzy. Na całe szczęście maska nie zapycha, więc jakoś ten efekt przeżyję.

To moja pierwsza kremowa maska od SKIN79, ale już mam chętkę na kolejne i to nie tylko maski. SKIN79 cały czas wprowadza jakieś nowości i są one coraz ciekawsze. Powoli szykuję wiosenną wishlistę i na pewno nie zabraknie tam SKIN79.

Polecam zakupy w ich firmowym sklepie. Pewność oryginalności produktów.


wtorek, 15 marca 2016

Moje ŁZS-aktualizacja

Jak wspominałam w kilku postach zdiagnozowano u mnie ŁZS, czyli łojotokowe zapalenie skóry. W moim przypadku dotyczy to szczęśliwie tylko skóry głowy, ale i tak jest to bardzo męczące. Pisałam już kilka postów jak walczę z moim ŁZS i jakich środków do tego używam, a dzisiaj kolejny tego typu post. W ogóle stwierdziłam, że muszę pisać więcej postów o pielęgnacji, a nie tylko recenzje i recenzje.

Okres zimowy to dla mojej skóry głowy istna masakra. Grzanie, zimno, klimatyzacja to istna pożywka dla ŁZS, dlatego zimą jeszcze bardziej przykładam się do pielęgnacji. Chociaż ostatnio sama zrobiłam sobie krzywdę, bo zmieniłam szampon i od razu pojawiły się paskudne, czerwone plamy. Na szczęście juz jest ok i poza delikatnym swędzeniem od czasu do czasu nic mi nie dolega. A jak mi się to udało?


1.Vichy Dercos. Pisałam juz o nim w kilku postach. U mnie jest niezawodny jeśli chodzi o walkę z objawami ŁZS. Profilaktycznie stosuję go 1-2 razy w tygodniu.
2.Niedziela dla włosów, czyli najpierw żel aloesowy Holika Holika, na to olej (obecnie arganowy) i po mniej więcej dwóch godzinach peeling skóry głowy (rokitnikowe cudo od Natura Siberica-niedługo recenzja), potem szampon i aloesowa maska Kallosa.
3.Dokładne spłukiwanie szamponów i odżywek. Kiedyś nie zwracałam na to większej uwagi, obecnie bardzo tego pilnuję i dokładnie wypłukuję wszystkie pozostałości ze skóry głowy i włosów.
4.Brak środków do stylizacji typu lakiery czy pianki. Ponieważ włosy zawsze myję rano to nie mogę sobie pozwolić, żeby całą noc męczyły się z jakimś środkiem stylizującym.

To by było tyle. Metodą prób i błędów doszłam do tego jak samej sobie pomóc, bo niestety jakieś specjalistyczne środki apteczne mi nie pomagały. Obecnie mam czystą skórę, z której się nic nie sypie. Włosy też mi dużo szybciej rosną. Co prawda i tak muszę je myć codziennie, ale to raczej moja mała obsesja na punkcie czystych włosów niż rzeczywista potrzeba.

piątek, 11 marca 2016

Azjatycki Piątek-Aloesowy Żel Holika Holika

Kolejna odsłona Azjatyckiego Piątku, a w niej kosmetyk-legenda, czyli Żel Aloesowy 99% od firmy Holika Holika. Do kupna żelu przekonały mnie próbki otrzymane w ramach akcji blogerskiej sklepu My Asia. Kilka zostawiłam sobie, a resztę dostały koleżanki. Skończyło się to tak, że po tygodniu musiałam robić zamówienie na 7 sztuk tego żelu!

Żel prezentuje się tak:


Jest dostępny w kilku pojemnościach, ale najbardziej opłacalne jest kupowanie największej (250 ml). Samo opakowanie jest w pięknym zielonym odcieniu. Co ważne jest przeźroczyste dzięki czemu widać ile produktu jeszcze zostało.

Sam kosmetyk jest żelowy, lekko wodnisty więc trzeba uważać podczas wyciskania go z tubki. Ma bardzo miły, świeży zapach.

Działanie można opisać jednym prostym słowem-wielofunkcyjny. Ja stosuję go u siebie do twarzy i włosów, ale z powodzeniem spełnia się jako balsam do ciała albo lekarstwo na oparzenia słoneczne bądź te solarium (info od koleżanki). Przy moim ŁZS bardzo dobrze nawilża skórę głowy. Nakładam najpierw ten żel, a później jakiś olej i po około godzinie myję włosy. Jeśli mam jakieś zmiany skórne to juz po jednym zastosowaniu są wyraźnie bledsze i tak bardzo nie swędzą.

Przy pielęgnacji cery to też mój hit, bo jakiś czas temu moja skóra nie współpracowała z żadną kolorówką czy kremem. Wszystko spływało, skóra była tłusta, ale cały czas miałam wrażenie przesuszenia. Któregoś ranka stwierdziłam, że spróbuję tego żelu i to była bardzo dobra decyzja. Kosmetyk świetnie się wchłania, a cera jest super nawilżona i miła w dotyku. Dodatkowo każdy podkład czy krem BB bardzo dobrze się na nim trzyma. Nie jest też komodogenny.

U mnie na pewno jest to stały element pielęgnacji i na pewno nie jest to moje ostatnie opakowanie. Wiem też, że wyszła pianka myjąca oraz żel po prysznic z tej serii i z chęcią je wypróbuję.

czwartek, 10 marca 2016

Gdzie kupować azjatyckie kosmetyki-moja lista ulubionych sklepów

Od pewnego czasu nie kupuję już kosmetyków stacjonarnie, a jeśli już kupuję to są to z reguły rzeczy, których mi aktualnie zabrakło i nie mam czasu czekać na ewentualną dostawę. Większość moich zakupów odbywa się przez różnego rodzaju sklepy i drogerie internetowe. Dzisiaj będzie o takich, które mogę serdecznie polecić, bo robiłam w nich zakupy kilkakrotnie i nigdy się nie zawiodłam.


Sklep z azjatyckimi kosmetykami. Bogata oferta zarówno produktów pielęgnacyjnych, jak i tych do makijażu. Każdy kosmetyk z dokładnie opisanym składem ,sposobem użycia i ładnymi zdjęciami (swatche). Błyskawiczna dostawa, bardzo dużo próbek, a przy większych zakupach bardzo fajne gratisy. Przy tym świetna strona na Facebooku z dużą ilością konkursów. Ja właśnie czekam na swoją nagrodę wygraną w jednym z nich.

SKIN79 sklep Polska

Kolejny sklep oferujący azjatyckie kosmetyki, ale tym razem tylko jedna marka, czyli SKIN79. Przejrzysta strona, dobre opisy produktów. Przy tym zawsze masa promocji, konkursów oraz próbek dodawanych do zakupów. Polecam!

Rubishop

To moje ostatnie azjatyckie odkrycie. Bardzo bogaty asortyment oferujący wiele różnych koreańskich oraz japońskich. Chyba obecnie mają najwięcej firm w ofercie. Niektóre kosmetyki czekają na szersze opisy, ale i tak strona jest bardzo przejrzysta. Jak na azjatycki sklep przystało, bardzo dużo próbek i fajne gratisy. Teraz mają fajną ofertę na maski w płacie (24 rodzaje!), więc warto zerknąć.

Ber de Ver

Sklep prowadzony przez Polkę, z siedzibą w Japonii. Bogata oferta japońskich i koreańskich kosmetyków. Mimo odległości bardzo szybka dostawa. Dobre ceny, ciekawe promocje i bardzo prężnie prowadzona strona na Facebooku. Do tego Aga co jakiś czas nawiązuje współprace z blogami urodowymi, więc warto się rozeznać.

My Asia

Duża oferta kosmetyków Lioele i Holika Holika. Mają w ofercie cudowny aloes, o którym opowiem w jutrzejszym poście. Bardzo dobry kontakt ze sklepem i szybka dostawa oraz sporo fajnych próbek. Teraz szykują Asian Box, którego nie mogę się doczekać.

Drogeria ekobieca.pl

Już wcześniej była to jedna z moich ulubionych drogerii internetowych, ale po wprowadzeniu azjatyków wskoczyła na pierwsze miejsce. Asortyment azjatycki mają spory, przy tym są to różne firmy, więc warto zerknąć.

Azjatycki Zakątek

To takie azjatyckie mydło i powidło, bo oprócz kosmetyków jest tu cała masa gadżetów, ozdób oraz jedzenia związanego z Azją. Kilkakrotnie kupowałam tam dla siebie kosmetyki, a dla siostry rózne gadżety i zawsze nam się wszystko podobało.

To tyle jeśli chodzi o sklepy. A może Wy możecie mi coś polecić?

środa, 9 marca 2016

Lovely Box vs. Pretty Box, czyli dalsza część pudełkowego miesiąca

Dzisiaj przyjechały do mnie kolejne dwa pudełka, czyli Lovely Box oraz Pretty Box. To pierwsze zamawiałam już w zeszłym miesiącu, a drugie trafiło do mnie po raz pierwszy. Czy mi się podobają czy będę kontynuować zamawianie? Zapraszam do dalszej części posta:

Na pierwszy ogień biorę znane mi już Lovely Box. Oto zawartość:



Zawartość pudełka to:
1. Salco u Naturel, masło do ciała o zapachu żurawiny. Fajny produkt, a zapach mogłam wybrać sama, więc bardzo na plus.
2.Calaya- Orzechowa pasta myjąca z orkiszem i glinką białą. Ciekawy produkt, który z chęcią wypróbuję.
3.Organique-Pianka do mycia o zapachu mlecznym. Organique u mnie zawsze na plus.
4.Mydlarnia Cztery Szpaki- Mydło peeling dynia z melisą. Zapowiada się ciekawie.
5.Snobpop-Karmelove, czyli karmelowy popcorn. Tutaj nie mam przekonania, bo popcorn lubię klasycznie słony.

A teraz zawartość Pretty Box:


Ja wybrałam wersję Premium, a w niej:
1.Anatomicals maska żelowa na oczy. Zdecydowanie mi się przyda po długim dniu przed monitorem.
2.Subtle Beauty Balsam w kostce mango. Lubię takie rozwiązania, bo są wygodne. Przy tym balsam pięknie pachnie.
3.SKIN79 Krem BB Vip Gold wersja mini. Zbierałam się do kupna tego kremu, a tu taka miła niespodzianka.
4.Dairy Fun jagodowy krem do rąk. Również się przyda i ma piękny zapach.
5.Górale malinowi, czyli zawieszki na herbatkę.
6.Monpler szampon Vida Shock przeciwko wypadaniu włosów. Z chęcią przetestuję chociaż z wypadaniem włosów akurat nie mam problemów.

Odebrałam te pudełka i mam problem, bo miałam już żadnych boxów nie kupować, ale zarówno Pretty jak i Lovely sprawiają, że mam ochotę zmienić zdanie. Przede wszystkim sporo produktów mniej znanych marek, a przy tym naturalne i azjatyckie kosmetyki. Będę śledzić podpowiedzi na stronach facebookowych obu pudełek i wtedy zdecyduję czy może nie kupić kolejnych edycji. A teraz idę się smarować pachnidełkami.

wtorek, 8 marca 2016

Norel Żelowy tonik z kwasem migdałowym

Po ostatniej recenzji kremu matującego z Norel kilka z Was pytało mnie o tonik z kwasem migdałowym, o którym wspomniałam w recenzji. Spełniam więc Wasze życzenie i oto recenzja toniku:


Co pisze o toniku producent:

Bezalkoholowy tonik żelowy o unikalnych własnościach wygładzających i rozjaśniających. Przeznaczony dla każdego rodzaju cery, również delikatnej, naczyniowej i z przebarwieniami. Dzięki zawartości kwasów wspomaga usunięcie obumarłych komórek naskórka, ujednolica koloryt cery i utrzymuje florę bakteryjną skóry w równowadze. Nie podrażnia i nie piecze. Receptura toniku zawiera:
- 6% kwas migdałowy - o działaniu oczyszczającym i rozjaśniającym;
- glukonolakton – działa przeciwzapalnie i wycisza grę naczyniową;
- kwas laktobionowy – chroni skórę przed wolnymi rodnikami, likwiduje stany zapalne i doskonale nawilża;
- pantenol - o działaniu kojącym i nawilżającym.

Tonik zapakowany jest w plastikową buteleczkę z pompką, czego ja osobiście nie lubię. Jest dość gęsty, ale na tyle wodnisty, że niestety ma tendencję do spływania. W zapachu można wyczuć kwasy, ale bardzo delikatnie i ten aromat się dość szybko ulatnia.

Co do samego działania, to ja jestem bardzo zadowolona. Na początku chciała być nadgorliwa i zamiast tylko na wieczór zgodnie z zaleceniami producenta, stosowałam tonik dwa razy dziennie, bo wydawało mi się, że moja skóra przywykła do kwasów i będzie ok. Okazało się, że jednak niekoniecznie. Owszem, cera była rozjaśniona, wygładzona i ze zdecydowanie mniejszą ilością wągrów, ale się przesuszyła. Zaczęłam stosować tonik tylko na wieczór i problem z przesuszeniem zniknął, za to świetne efekty zostały. Skóra jest wygładzona, prawie nie pojawiają się żadne niespodzianki, mniej się też błyszczy.

Na mnie czekają jeszcze dwa produkty firmy Norel, ale już jestem ich ciekawa i wiem, że to na pewno nie ostatnie moje spotkanie z tą marką. A toniku zrobiłam zapas na kilka miesięcy.

poniedziałek, 7 marca 2016

Chillbox na marzec, czyli pudełkowy początek miesiąca

Dwa posty jednego dnia to u mnie ostatnio szaleństwo, ale patrząc na ilość recenzji, którą chcę zrobić to postów powinno być nawet 10! Dzisiaj kolejny, tym razem recenzja pudełkowa, czyli marcowy Chillbox.

Pudełko w pełnej krasie:


A w nim:
1.Mokosh Wiosenny eliksir do ciała melon z ogórkiem-bardzo trafiony produkt. Jestem fanką tego typu zapachów na ciepłe pory roku, więc podoba mi się.
2.SKIN79- Golden Snail Miniature Set, czyli ślimakowy zestaw miniaturek od SKIN79. Ja już jeden mam i czeka na swoją kolej, ale chyba przy nim zostanę, bo moja skóra ostatnio pokochała ślimaki.
3.Watson Carey "Mała opiekunka mamusi". Po opisie książki już wiem, że absolutnie nie dla mnie, więc pewnie powędruje dalej.
4."Dar Natury" Przyprawa do kawy bez chemii. Bardzo lubię produkty tej firmy i chętnie z nich korzystam, więc kolejny produkt na plus.
5.Organic Shop Maska do włosów figowa-takie produkty są zawsze u mnie mile widziane.
6.Szablony do kawy. Ciekawy produkt i można go fajnie wykorzystać.

Poza tym były próbki od SKIN79 oraz kilka zniżek.

Pudełko na plus, może poza książką. Ja mam jeszcze chyba 2 miesiące subskrypcji, a później się zastanowię, bo mam juz takie zapasy, że nie nadążam z pisaniem recenzji. Niemniej jednak to pudełko bardzo mi się podoba i z chęcią z niego skorzystam.

Norel Krem matujący, czyli złe dobrego początki

Marka Norel od pewnego czasu jest dość mocno promowana i często widać opinie na temat ich kosmetyków na różnych blogach czy stronach poświęconych pielęgnacji. Nie byłabym sobą, gdybym się na coś z ich oferty nie skusiła. Przed Bożym Narodzeniem robiłam większe zakupy w sklepie internetowych Douglas i wtedy do mojego koszyka wpadły dwa produkty Norel: krem matujący oraz tonik z kwasem migdałowym. Dzisiaj będzie trochę na temat kremu, który na początku mnie rozczarował, a teraz... Zresztą zapraszam do czytania!




Co kremie pisze producent:

Krem przeznaczony do codziennej pielęgnacji skóry tłustej, ze zmianami trądzikowymi. Normalizuje pracę gruczołów łojowych, usuwa nadmierny połysk ze skóry poprzez zastosowanie specjalnych granulek absorbujących nadmiar sebum. Doskonale nawilża nie pozostawiając na skórze tłustego filmu. Krem ogranicza rozwój wykwitów trądzikowych oraz nadaje skórze jedwabisty, matowy wygląd. Krem zawiera:
-  czynnik matujący – specjalne granulki pochłaniające nadmiar sebum;
- SepicontrolTMA5 – wyciąg z kory cynamonowca, ogranicza wydzielanie sebum i reguluje florę bakteryjną skóry;
- ekstrakt z korzenia astragalusa - działa kojąco i przeciwzapalnie. Poprawia koloryt i dotlenienie, blokuje negatywne reakcje komórek na stres;
- pantenol, alantoinę - łagodzą i poprawiają gojenie naskórka;
- tocotrienole – antyoksydant neutralizujący wolne rodniki, odpowiedzialne za przyśpieszone starzenie skóry.

Krem zapakowany jest papierowy kartonik, a pod przykryciem miła niespodzianka w postaci próbki serum z kwasem hialuronowym. Sam produkt zapakowany jest w plastikowy pojemnik z dodatkowym wieczkiem.

Krem jest gęsty i jakby trochę suchy w dotyku. Trzeba go dobrze rozsmarować na twarzy, bo może lekko bielić. Zapach dośc neutralny i raczej nie utrzymuje się długo na skórze.  

Pisałam, że nasze wspólne początki były kiepskie i to prawda. Miałam wrażenie, że krem suszy moją skórę, że każdy produkt makijażowy się na nim roluje. I tak minęło kilka dni kiedy nie rezygnowałam z kremu i nadal go używałam. Wtedy ujawniły się jego doskonałe właściwości. Skóra się pięknie wygładziła i ma lepszy koloryt. Pory są widocznie zmniejszone oraz znacznie mniej się święcę. Krem zaczął bardzo dobrze współpracować ze wszystkimi podkładami i innymi kosmetykami kolorowymi. Ja raczej nie mam problemów z trądzikiem, więc nie wiem jak się sprawdza w tej materii, ale jeśli chodzi o generalną poprawę skóry to ja jestem bardzo zadowolona.

Kosmetyk jest też bardzo wydajny, bo dzięki swojej gęstości wystarczy odrobinka, żeby pokryć całą twarz. Teraz krem przejmie Siostra, która ma podobny typ cery, więc za jakiś czas może będzie aktualizacja posta.

Bardzo polecam ten produkt!

piątek, 4 marca 2016

Azjatycki Piątek- delikatne złuszczanie, czyli SKIN79 Crystal Peeling Gel

Kolejny Azjatycki Piątek, więc pora na kolejny kosmetyk jaki miałam okazję testować. Dzisiaj będzie o peelingu do twarzy od znanej i lubianej firmy SKIN79.

Peeling prezentuje się tak:



Co pisze o nim producent:
Delikatny i wyjątkowo skuteczny peeling w żelu do wszystkich rodzajów cery. Łagodnie usuwa zanieczyszczenia i martwe komórki naskórka przygotowując skórę do absorbcji wilgoci. Daje uczucie miękkości pozostawiając skórę niezwykle gładką. Zawiera celulozę roślinną i składnik Keratoline-C, co ułatwia złuszczanie i usuwanie nagromadzonego sebum. Peeling dodaje skórze witalności, poprawia jej teksturę i koloryt. Trehaloza zawarta w emulsji organicza degradacę nienasyconych kwasów tłuszczowych. Kwas hialuronowy nawilża, koi i przywraca równowagę. Ekstrakt z jabłka uspokaja cerę, chroniąc przed szkodliwym działaniem środowiska i stresu.

Produkt zamknięty jest w wygodnej, higienicznej tubce. Kosmetyk jest dość zwarty, więc raczej nie ma obawy, że będzie się nam wylewał z tubki i marnował. Zapach jak dla mnie dość neutralny, ani mi się podoba ani nie podoba.

Przechodząc do samych właściwości peelingu. Spodziewałam się drobinek ścierających i trochę się zawiodłam, bo peeling jest ich pozbawiony. To po prostu dość gęsty żel, którym należy pomasować twarz. Kosmetyk rzeczywiście delikatnie złuszcza i rozjaśnia skórę, ale ja potrzebuję czegoś więcej. Dla mojej tłustej skóry to działanie jest zbyt delikatne. Natomiast koleżanka, która ma cerę wrażliwą bardzo go sobie chwaliła.

Do tego produktu już raczej nie wrócę, ale widziałam ile ma być nowości od SKIN79 na ich stronie na Facebooku i ma się pojawić między innymi peeling-ździerak, który z chęcią wypróbuję.

Niedługo kolejne recenzje azjatyckich kosmetyków, bo ostatnimi czasy poczyniłam spore zakupy.