środa, 14 września 2016

Dlaczego kosmetyki nie działają?

Kolejne 200 PLN wydane na krem i zero efektów? Cudowny podkład, ale u nas nie ma efektu Photoshopa? Czy robimy coś źle czy może niektóre kosmetyki rzeczywiście nie działają? Jeśli interesuje Was ten temat, to zapraszam do czytania.

Prawda jak zwykle leży gdzieś w połowie, czyli trochę to nasza wina, a trochę wina samego kosmetyku. Zacznę od tego drugiego tematu, czyli kiedy przyczyna leży w samym produkciea w zasadzie nie w nim , tylko w sposobie jego promowania i pokazywania działania. Nie będę tu upatrywała winy w nas, czyli konsumentach, bo reklama oraz to jak dany produkt ma być postrzegany przez ludzi to ogromny przemysł, za którym stoją miliardy. Całe szczęście w obecnych czasach większość konsumentów ma swobodny dostęp do internetu i może poszukać opinii na temat danego kosmetyku. W takiej sytuacji polecam szukanie opinii na blogach bądź na forach internetowych. Też nie zawsze są to opiniie całkowicie rzetelne, ale trzeba zachować zdrowy rozsądek.


Teraz najważniejsza przyczyna, czyli my sami i nasze grzechy przeciwko poprawnemu działaniu kosmetyków:

1.Niedokładne oczyszczanie.
Nawet najlepszy krem nie zadziała na źle oczyszczonej skórze. Wręcz przeciwnie, może tylko dodatkowo pozatykać pory. Ja sama stosuję potrójne oczyszczanie pod tytułem olejek, pianka a później jeszcze masaż szczoteczką z peelingiem. Nie mam przesuszonej ani podrażnionej skóry, a pozbyłam się dzięki temu wielu dokuczliwych wągrów, zwłaszcza z okolic policzków i brody.

2.Źle dobrany kosmetyk
Tu niestety klapsy należą się koncernom kosmetycznym za ciągłe pokazywanie kosmetyków, zwłaszcza do twarzy z perspektywy wieku, a nie z perspektywy potrzeb danej cery. Całe szczęście ten trend powoli zaczyna znikać i nazwy przestają być mylące. A nawet jeśli są to w momencie gdy ktoś ma jako takie pojęcie o składach kosmetyków, to niech właśnie na nie zerknie i spokojnie kupuje krem 40+, nawet gdy ma raptem 20 lat.
Bardzo często źle dobranym kosmetykiem jest podkład, zarówno jeśli chodzi o kolor, jak i o przeznaczenie, dlatego jeśli mamy okazję najpierw go przetestować to tak zróbmy, bo później szkoda wydanych pieniędzy na coś co nam i tak nie posłuży.



3. Nieczytanie składów
Nie każdy jest specjalistą w tej dziedzinie i jest to zrozumiałe, ale warto zerknąć czy przypadkiem dany składnik w kosmetyku nam przypadkiem nie szkodzi. Podam prosty przykład: ja z moim ŁZS absolutnie nie mogę używać szamponów z SLS, bo od razu mam plamy i strupy. Natomiast moja siostra może używać tylko tych drogeryjnych, bo po naturalnych najczęściej ma strąki. Poza tym mamy podobny typ włosów, czyli cienkie i przetłuszczające się.
Dlatego bardzo namawiam do czytania składów i rozpoznania co nam może szkodzić a co nie. Ja już mniej więcej wiem co mi pomaga, a co szkodzi, ale i tak cały czas się uczę.

4.Za dużo na raz
Bardzo często chcemy bardzo szybko coś osiągnąć, ale z kosmetykami podobnie jak z ćwiczeniami i dietą, czyli wymagają systematyczności w odpowiednich dawkach. Czyli fundowanie skórze tygodnia, gdzie dziennie nakładamy 3 maseczki, testujemy nowe serum czy tonik nie jest najlepszym pomysłem.

5.Hormony
To takie szczwane bestie, które odpowiadają za to, że przed ważną imprezą wyskoczy nam wielki pryszcz. Nie ma co z nimi walczyć, o ile nie powodują poważnych problemów zdrowotnych. Najlepiej znaleźć sobie jakiś zestaw ratunkowy na takie sytuacjie i z niego korzystać.



6.Zmiany
Są takie skóry, które lubią ciągłe stosowanie tego samego kremu. Moja tego nie lubi. Co więcej moja tak bardzo lubi zmiany, że najlepiej jakbym zmieniała krem co miesiąc. Oznaczałoby to bankructwo, więc ja stosuję swoisty płodozmian, a mianowicie krem owszem, zmieniam dość często, ale po mniej więcej dwóch miesiącach z powrotem do niego wracam, a jeśli wiem, że nie dam rady wykorzystać to się dzielę, najczęściej z siostrą, która ma podobną cerę.

Lubicie posty z poradami? Ja znalazłam motywację na Kobiece Porady. Za dużo ostatnio było tylko recenzji, więc postaram się trochę urozmaicić posty. Jak się Wam podoba takie rozwiązanie?

piątek, 9 września 2016

Azjatycki Piątek- Mizon Skin Power Original First Essence

Każdy kto miał okazję czytać książkę "Sekrety urody Koreanek" Charlotte Cho wie, że jednym z podstawowych kosmetyków do pielęgnacji jest esencja, czyli wszystko co najlepsze wyciągnięte z wybranych składników. Na polskim rynku nie było zbyt wielu dostępnych produktów tego typu, ale jak już jeden z nielicznych udało mi się znaleźć to od razu trafił do mojego koszyka,a mowa o Skin Power Original First Essence.

Mizon First Essence

Co możemy wyczytać o Mizon First Essence na stronie JUUi.PL, gdzie zakupiłam swój egzemplarz produktu:

Odżywcza esencja ze sfermentowanych drożdży (94.5% Galactomyces Ferment Filtrate). Wspaniałe właściwości sfermentowanych drożdży odkryto podczas produkcji… sake! Od tego czasu Korea zwariowała na ich punkcie! Nic dziwnego, ponieważ zawierają mnóstwo składników aktywnych, m.in. minerały, witaminy oraz aminokwasy, które rozjaśniają i rozświetlają cerę oraz działają przeciwzmarszczkowo. Kwasy glutaminowy oraz hialuronowy pozostawiają skórę silnie nawilżoną i odżywioną! Esencja ma wodnistą konsystencję – zbliżoną do tonerów – i posiada bardzo delikatny zapach.
Mizon First Essence

Mizon First Essence znajduje się w dużej (210 ml) plastikowej butelce. Plastik jak widać na ostatnim zdjęciu jest mleczny i dzięki temu w mojej ocenie wygląda bardziej elegancko. Jest przy tym bardzo wygodna w obsłudze, bo można wylać taką ilość produktu jaka jest nam potrzebna. A wystarczy naprawdę odrobinka. Zdjęcie na dole przedstawia buteleczkę po miesiącu stosowania produktu dwa razy dziennie! Wydajność imponująca, ale to bardzo dobrze, bo Mizon First Essence do najtańszych kosmetyków nie należy. Jednak warto w nią zainwestować. A dlaczego?

Mizon First Essence

Dlatego, że ma naprawdę rewelacyjne działanie. Skóra po niej jest wspaniale odżywiona, rozjaśniona. Jak pierwszy raz użyłam tej esencji na noc i później rano zobaczyłąm się w lustrze to wręcz nie mogłam uwierzyć! Przespałam raptem 5 godzin i jeszcze miałam dość ciężką noc, a skóra wygląda genialnie, jakbym przespała co najmniej 9 godzin i to w dobrze dotlenionym pomieszczeniu.

Esencja Mizon First Essence to jeden z najlepszych produktów azjatyckich jakich miałam okazję używać. Rzeczywiście jej stosowanie robi dużą różnicę w pielęgnacji skóry. U mnie przede wszystkim zauważyłam wyraźne działanie przeciwzmarszczkowe. Mimo, że mam tłustą skórę i jak na razie niewielką tendencję do zmarszczek, to jednak praca w klimatyzowanym pomieszczeniu, a momentami też średnio zdrowy tryb życia odcisnęły na mojej skórze swoje piętno. Mizon First Essence pozwoliła mi się uporać.

Bardzo polecam wszystkim ten produkt, bo sądzę, że sprawdzi się przy każdym rodzaju skóry. Ja dostałam teraz miniaturki innej esencji, ale do Mizon First Essence na pewno będę wracać i polecę je każdemu bez wahania!

Esencję możecie kupić na Juui.pl.

piątek, 2 września 2016

Azjatycki Piątek-IT'S SKIN Power 10 Formula YE Effector

W kolejnej odsłonie Azjatyckiego Piątku przedstawię bardzo ciekawe serum od It's Skin. Jakiś czas temu prezentowałam wersję z witaminą C, a dzisiaj przyszła pora na ekstrakty drożdżowe znane z dobroczynnego wpływu na skórę.


Co o tym serum można wyczytać na stronie http://beautikon.com/, gdzie je nabyłam:

Skoncentrowany regenerująco-naprawczy krem wodny (serum).
Serum zawiera wyodrębnione z ekstraktów drożdżowych proteiny o silnym działaniu naprawczym, dzięki czemu kompleksowo regeneruje skórę oraz przywraca jej dobrą kondycję, witalność oraz utracony blask.
Serum pobudza syntezę kolagenu oraz stymuluje odnowę komórkową, dzięki czemu odbudowuje prawidłową strukturę skóry oraz przyspiesza regenerację stanów zapalnych, wyprysków oraz mikrouszkodzeń naskórka. Dodatkowo, bardzo intensywnie nawilża skórę oraz zwiększa jej odporność na czynniki zewnętrzne.
Serum ma przepiękny zapach oraz wyjątkowo lekką konsystencję, dzięki czemu nadaje się także do pielęgnacji cery tłustej i trądzikowej. 


Na zdjęciu pokazana jest buteleczka po mniej więcej miesiącu używania dwa razy dziennie. Jak widać zużycie nie jest bardzo duże, więc to kolejne azjatyckie serum, które jest bardzo wydajne. Obecnie stosuję je tylko rano, a wieczorem produkt ze ślimakiem.


Serum ma rzeczywiście wodną, ale lekko lepką konsystencję. Zapach jest dość delikatny i raczej z tego rodzaju co akurat mnie w kosmetykach się podoba czyli słodko-świeży.

Co do samego działania to niestety zacznę od minusów. Mimo, że produkt szybko się wchłania i nie pozostawia żadnej warstwy na skórze, to jednak twarz się dość mocno świeci. Ja akurat praktycznie codziennie się maluję i przypudrowuję twarz, więc nie jest to dla mnie większy problem, jednak jeśli ktoś ma tłustą skórę i niczym jej nie matowi to po użyciu serum może wyglądać dość średnio.

Jeśli chodzi o efekty to są one naprawdę niezłe. Skóra rzeczywiście jest tak jakby bardziej napompowana i wygląda promiennie. Producent zapewnia też o odpowiednim nawilżeniu skóry, ale tutaj produkt nie do końca się u mnie sprawdza, bo na noc musiałam zmienić na coś bardziej treściwego. Moje wrażenie jest takie, że serum działa świetnie na samym początku, a później skóra się do niego dość szybko przyzwyczaja, dlatego warto stosować je na zmianę z innym produktem. w połączeniu z na przykład ślimakową ampułką działa cuda i takie rozwiązanie warto stosować.

Czy kupię ponownie? Tak, bo bardzo uspokoiło mi cerę pod kątem wyprysków i w połączeniu z resztą pielęgnacji dobrze działa na moją skórę.

czwartek, 1 września 2016

Top 10, czyli dziesiątka ulubieńców-Pielęgnacj Cz.1-Twarzy-Oczyszczanie i tonizowanie

Poprzedni post Top spotkał się zbardzo dobrym odzewem z Waszej strony i parę osób wspominało, że fajnie gdyby kolejny dotyczył pielęgnacji. Dlatego dzisiaj właśnie na ten temat, a zaczynam od podstaw, czyli oczyszczania i tonizowania twarzy.

Może na początek krótko opiszę swoją cerę, żeby było wiadomo czemu akurat te produkty tak dobrze się u mnie sprawdzają. Moja skóra jest tłusta, z zaskórnika, małą tendencją do pryszczy i innych niespodzianek. Dodatkowo jest naczynkowa, więc oczyszczanie musi być delikatne. Na koniec dodam, że mam 32 lata, więc pielęgnacja musi być też przeciwzmarszczkowa. A tu małe zdjęcie poglądowe bez makijażu:



A teraz moi ulubieńcy:

10. Sylveco Lipowy płyn micelarny.
Płynów tego typu używam tak naprawdę tylko do zmywania makijażu oczu, bo resztę oczyszczam olejami. Ten płyn jest super, bo nie rozmazuje tuszu po całym oku, dokładnie go zmywa i nie szczypie w oczy. Testowałam kilka produktów tego typu i ten sprawdza się znacznie lepiej od bardzo wielu dwufazowych płynów.


9.SKIN79, Różowa pianka oczyszczająca z lotosem
Nasze pierwsze spotkanie było ciężki, bo wydawało mi się, że pianka bardzo wysusza mi skórę. Wynikało to jednak ze zbyt dużej ilości produktu użytej przeze mnie, bo tutaj wystarczy dosłownie odrobinka. Piankę chwali sobie również moja siostra, której skóra ma mocne tendencje do wysuszania się. Recenzja pianki TUTAJ.

8.Bielenda, Tonik z serii korygującej
Zużyłam bardzo wiele buteleczek tego toniku. Ładnie oczyszczał i matowił skórę bez uczucia wysuszenia czy ściągnięcia. Zresztą cała ta seria bardzo dobrze się u mnie sprawdziła.



7.Pianka BCL z kwasami AHA
Mój pierwszy japoński produkt. Bardzo dobrze oczyszczał moją skórę. Wągry znikały, a cera była matowa na dłużej. Recenzję znajdziecie TUTAJ.



6.Mizon, Tonik oczarowy
Trochę się obawiałam, bo oczar ma dość mocną tendencję do wysuszania i ściągania skóry. W przypadku toniku Mizon nic takiego nie ma miejsca. Na samym początku używałam go tylko rano, a teraz zastąpił mi również wieczorny tonik z kwasami.




5.BCL AHA CLEANSING OIL
Mój pierwszy olejek oczyszczający i już wiem, że na pewno do niego wrócę. Nie zawiera parafiny jak wiele produktów tego typu, więc jest to bardzo na plus. Przy tym jest niesamowicie wydajny. Recenzję znajdziecie TUTAJ.


4.Sylveco Żel rumiankowy
Jeden z najlepszych produktów, których używałam do mycia twarzy. Kwas salicylowym w nim zawarty działa cuda na mojej tłustej skórze. Miałam też wersję tymiankową, ale rumiankową zdecydowania wygrywa. Tylko zapach dośc kiepski.



3.Theo Marvee, Tonik perłowy
Najlepszy tonik jaki kiedykolwiek miałam. Cera po nim wygląda promiennie i jest super wygładzona. Więcej na temat tego produktu znajdziecie TUTAJ.


2.SKIN79, Pianka oczyszczająca z aktywnym tlenem
Trochę gadżeciarski produkt, który podpił moje serce. Oczyszczona, promienna cera i brak niedoskonałości to tylko kilka zalet tego produktu. Obecnie zastąpiła go wersja ulepszona, która czeka na testy. Recenzja TUTAJ.

1. Sylveco, Peeling oczyszczający
Mój absolutny hit! Nie wiem czemu nie mogę znaleźć recenzji na blogu, bo byłam pewna, że ją pisałam. Powiem krótko: nigdy nie miałam lepszego peelingu do twarzy, a testowałam ich sporo. Bardzo dokładnie, a przy tym delikatnie oczyszcza skórę. Jak dla mnie to produkt numer jeden.

Dobrnęłam do końca z oczyszczaniem i tonizowaniem skóry. Za jakiś czas pewnie będzie aktualizacja tego posta, bo ciągle testuję coś nowego. Jak na razie wymienione przeze mnie produkty gościły u mnie co najmniej 2-3 razy, więc wydaje mi się, że moje opinie są dość miarodajne.

A Wy znacie te produty? A może macie jakieś swoje typy? Zapraszam do komentowania!